Dziś przychodzę z kolejną figurą, odnowioną do naszej kapliczki. To już trzecia i była wyjątkowo mocno zniszczona.
Oprócz niezgodnego z moją wiedzą religijną malowania, w przeszłości była złamana, do tego miała odłamany lewy dolny róg podstawy. Po poprzednim malowaniu, na całości, były niefajne grudki z farby. Figura jest krucha i nie udało mi się ich usunąć. Zrobiłam co w mojej mocy i teraz prezentuje się tak.
Wiem, że niektórym podobałaby się bardziej taka stara, nadgryziona zębem czasu, ale skoro dwie inne są odnowione, to nie godzi się, by ta stała w takim stanie. I na koniec, moje ulubione, zdjęcie porównawcze.
A teraz z innej beczki :)
Lubię oglądać różnego rodzaju programy kulinarne, głównie konkursy typu Masterchef, czy Piekielna Kuchnia Gordona Ramsaya. Ten ostatni, niewątpliwie oprócz tego, że bywa Wielkim pieniaczem, to ma też za sobą Wielki talent kulinarny, w przeciwieństwie do naszej rodzimej Pani G. która nieudolnie próbuje go naśladować, za którą już nic nie stoi ...
Wielokrotnie widziałam, u wspomnianego Gordona, Yorkshire pudding i ciekawiło mnie, jak toto smakuje ? Musi być dobre, skoro się zajadają pod wieloma postaciami, jako pieczywo, zastępuje też ziemniaczki do sosów, czy jako deser na słodko. Myślałam - cóż to za ustrojstwo, no ale jakoś nie wpadłam na pomysł, by luknąć za przepisem. I tak było, aż do wczoraj, gdy to moja ulubiona ostatnio Mistrzyni Kuchni -
ELA - pokazała to cudo u siebie.
Miałam zamiar spróbować jutro, ale że dzisiaj, że tak powiem mam z lekka " sexualne podejście do wszystkiego " , to poszłam się zrelaksować do kuchni. Zrobiłam wszystko zgodnie z przepisem ( dostępny
TU ), oczywiście u Eli . Jakoś tak myślę, szału nie widzę w tym cieście, zwykłe jak na naleśniki. Z 2 jajek wyszły mi tylko 3 sztuki, widocznie kury, które je znosiły, stwierdziły, że za parę groszy nie będą sobie doopki rozdzierać ;)
Zaglądam po 30 minutach do kuchenki, bo po co wcześniej, jak miało siedzieć 35 - 40 i ... mało nie padłam !
Ewidentnie mój pudding, wybierał się gdzieś na spacer, a do tego " silnie wanilią pachniał " , kształt - jak pisała Ela - nieprzewidywalny !
Tu widać, ile pozostało w foremce, dobrze, że drania złapałam w ostatniej chwili, bo lada moment byłby już u sąsiada :)
Moja wersja - jeden pudding, przecięty na połowę z kupionymi dziś ( za całe 3 zł / pół kg ) truskawkami.
PYSZNOŚCI !!!
Na takiej diecie, to ja niedługo będę szersza niż dłuższa. I tak zawsze powtarzam, że łatwiej mnie przeskoczyć, niż oblecieć dookoła :)
I tym smacznym kąskiem, żegnam Was i do zaś :)
Ps. Uciekinierka nadal na wolności :)