Moje prace

Moje prace
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Komu w drogę ...





... temu przydałaby się walizka :)
Jakiś czas temu tłumaczyłam pewnej blogerce,  jak zdobyć taką starą walizkę i chyba wtedy pomyślałam, a właściwie czemu sama sobie takiej nie sprawisz ? W końcu myśl wprawiłam w czyn, a moja stara - nowa walizeczka po liftingu,   prezentuje się  tak.


























Wymaga jeszcze kilkakrotnego polakierowania, ale to proces czasochłonny, bo lakier zewnętrzny, żeby było trwałe, jest mocno zapachowy, a na polu długo schnie, więc tak powiedzmy w połowie tego procesu jestem.
Środek został wymoszczony stosownym materiałem ( czyt. filcem ), aby zawartość miała się miękko i dobrze się prezentowała.






Jeszcze w innym ujęciu.









I teraz kilka najnowszych prac, biżuteria z siatki jubilerskiej.






U mnie nowość - muchomorki, których podobno nie powinno zabraknąć na żadnej choince :)





A teraz prezentacja walizeczki przed metamorfozą. Wiem, odezwą się głosy że nie powinnam, że to profanacja, nic na to nie poradzę, dla mnie to poniżej nie ma prawa bytu :(










Jeśli ktoś z czytających ma na zbyciu taką, to ja ją chętnie zaadoptuję. Następnym razem lepiej pomyślę, jak która strona ma być oklejona, bo teraz to oczywiście byłoby na odwrót, to co jest tyłem, byłoby przodem :)
No to zbieram swoje zabaweczki, które już nie będą się walały po pudłach i szufladach,






zamykam mój teatrzyk i do domciu, trza obiad gotować :)






A z  obiadków z minionego tygodnia polecam - dyniowe gołąbeczki,






oraz  dyniowe kopytka,






sezon jeszcze trwa, może ogłosimy jakiś dyniowy festiwal, kto wymyśli ciekawsze danie ? Bo ja już chyba jestem uzależniona   ;)

Miłej niedzieli i do zaś :)

wtorek, 24 października 2017

Upadły anioł.


Nie wiem czemu, czasem gdy coś powiem, coś nazwę,  po głowie plącze mi się coś durnego. Podobnie jest teraz. Wczoraj szyłam materac i przy okazji używania maszyny skleciłam takiego aniołka.





Niby był odgapiany ( za pozwoleniem ) od tego,  co dostałam od Danusi, jednak z założenia  miał być " mój ", czyli zdecydowanie inny, bo i tak,  jak Danusia, nikt nie potrafi. No i wyszło jak wyszło, na dole szeroki, na górze chudy, na dodatek przez myśl mi od razu przeleciało, że to upadły anioł, bo - póki co - bez skrzydeł.

Ale anioł aniołem, a ja tu nie o niebie, a o chlebie chciałam i czym prędzej, póki jeszcze sezon w pełni.
Moje dziecię podesłało mi przepis na pastę z dyni. Oto ona w wykonaniu dziecięcia.






Tak wygląda moja pasta.






Przepis ten sam - szczegóły TU - a wygląd zdecydowanie inny. Zapytacie czemu ? Odpowiedź jest prosta. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, czyli  żadna z nas nie ma ochoty coś zrobić i się przy tym narobić. Dziecię potraktowało całość tłuczkiem do ziemniaków, mamusia - jako bardziej zmechanizowana - ciepnęła wszystko do malaksera. Tak czy siak -  smakuje i wygląda obłędnie. Szczerze polecam . Proszę się częstować. Smacznego  :)






Na koniec przedstawiam nowego członka rodziny. Kota nazywa się Mela. W ten oto prozaiczny sposób powiększyłam grono szczęśliwych posiadaczy dachowców, oprócz dwóch psów do tulenia jest jeszcze teraz ta oto sympatyczna mordka :)






Na koniec bardzo trudne pytanie, ale też nie wiem tak do końca jakie są Wasze hobby itp.skrzywienia, więc może ktoś zna odpowiedź, bo nie ma trudnych pytań, są tylko takie na które nie znamy odpowiedzi. A pytanie na które nie znam odpowiedzi, wygląda tak.
Jakie są wymiary oryginalnego historycznego owsiaka ułańskiego z roku 1926. Mam uszyć parę sztuk dla ułanów, którzy często paradują ubrani w historyczne mundury i nie ma ten tego, musi być jak było, bo mogą być zdyskwalifikowani. Jeśli ktoś mi może pomóc, to bardzo proszę :)

Pozdrawiam i do zaś :)

niedziela, 30 lipca 2017

Koń by się uśmiał :)


Moje córki zawsze stawiały mi wyzwania, tym razem było - " Mamuś, potrzebny jest tort na urodziny ... z koniem ... na niedzielę ".  W innych okolicznościach może nie byłoby to zadanie aż tak trudne do wykonania, ale na pewno i tak nie byłaby to  bułka z masłem, do tego bardzo przeszkadzały  mi czas ( a właściwie kompletny jego deficyt ) i temperatura ( czyt.UPAŁ ).

 Po pierwszej próbie zrobienia konika z masy cukrowej, o której kiedyś tam wspominałam ( o masie wspominałam, nie o szkapie ), byłam załamana.  Całość pękała, kruszyła się i w ogóle z tego co wyszło, to " Koń by się uśmiał ". Już mi nie zależało na niczym, tylko by tort czym prędzej zniknął mi z oczu ... w zasadzie nie sam tort, tylko ta nieszczęsna szkapa ...

Bezsenna noc jednak jest dobrym doradcą, bo przypomniałam sobie o marcepanie, który  był na stanie spiżarkowego zapasu. Rano zaczęłam od uplastycznienia go  i zrobienia dwóch mniejszych wesołych,  dziecinnych koników, Fidiaszem nie jestem, ale to tort dla 10 latki, więc chyba pomysł nie był aż taki zły, oceńcie sami surowego konika,






a tutaj już po pomalowaniu,







w czym mi pomagała niewidzialna ręka, lub jak kto woli Kochany Krasnoludek, bo przecież ręka jest widzialna, prawda ? Gdy ja montowałam tort, koniki SIĘ malowały   :)






A gotowy torcik wyglądał tak















Zapewniam,  że w rzeczywistości był całkiem sympatyczny, prawie jak mój uśmiech ;)






To sem ja, tylko w nowej odsłonie, pióra obchlastane i takie tam, proszę nie regulować odbiorników ...  a torcik był zdecydowanie bardziej sympatyczny i bardzo się spodobał  :)
I tym optymistycznym akcentem życzę Wszystkim Miłego Tygodnia, kto chciał upałów, to ma zapewnione :)

Wasza BB :)


środa, 26 lipca 2017

Czyżby już jesień ?


Gdy wyszłam na chwilę do ogrodu, zobaczyłam lecące liście z drzew ...
Od razu pojawiły się biedroneczki, widok był niezmiernie ciekawy, dlatego chwyciłam aparat i pstryknęłam kilka fotek.






No dobra z tą jesienią to na szczęście ściema. Tak naprawdę znajoma poprosiła mnie o wykonanie ozdobnych łapek kuchennych w kolorze zielonym. Od razu skojarzyłam to z listkami, bo to taki bezpieczny wzór. Nie znam kuzynki mojej znajomej, więc nie wiem, czy taki np. żabol będzie się gustownie prezentował w dopieszczonej stylowej zielonej kuchni :)
Najpierw zrobiłam ten z lewej, a że wydawał mi się ciut mały, to dorobiłam tego z prawej ...






jeszcze raz każdy solo ...










znów wszystkie razem ...











i teraz parami i z biedronkami :)










A Wam które podobają się bardziej ? A może wcale się nie podobają ?
Chętnie usłyszę Wasze zdanie :)

Za  to teraz,  dla odmiany, zaserwuję mój kuchenny ekshibicjonizm. SPOKOJNIE ! Nie zwariowałam, nie uciekać, nie mam zamiaru latać po kuchni na golasa i straszyć porządnych ludzi, jednak obnażę z siebie  co nieco ...
Perfekcyjną Panią Domu raczej nie jestem, co jednak nie znaczy, że lubię zarastać brudem.
Jak nie mam czasu, to w domu żywioł, robię wszystko w biegu i tylko to co muszę, później niestety trzeba nadrobić.
Czasem więc moje gary wyglądają tak ...






Są różne środki, włącznie z chemią niemiecką, ale żrące toto i kosztuje sporo, albo rysuje powierzchnie, a tu całkiem niedawno dowiedziałam się o pewnym niedrogim naszym polskim cudzie, znanym od lat, jednak takiego jego zastosowania, przynajmniej ja, nie znałam.
Może najpierw pokażę dno gara po niespełna 5 minutach czyszczenia ...






pozostałe przebarwienia są oznaką użytkowania przez lata, bo gar ma już "  swój rozum ".  Ten cudowny środek,  to denaturat. Z łatwością usuwa wszystkie tłuste naloty w piekarniku, na okapie, czyści kafelki, krany, kuchenkę, szafki na zewnątrz, czyli wszędzie tam, gdzie kuchenne osady czynią największe spustoszenie, denaturat  czyni cuda :) Jedno co wiedziałam i co podpowiem - jak Wam dziecko popisze długopisem na skórze, skaju ( meble, tapicerowane drzwi ) to denaturat to usunie - UWAGA - trzeba zrobić próbę, by nie zedrzeć koloru, bo nieraz producenci wciskają kit, że to skóra, kto się nie zna, to naprawdę są cudowne podróbki, a później okazuje się,  że to tylko eko skóra. Nie chciałabym, aby mnie ktoś ścigał później po wsi, za takie porady, że długopisowa krecha wyglądała ładniej niż wytarta farba  po denaturacie ... Z tłuszczem i innymi kuchennymi brudami rozprawia się obłędnie, polecam i przypominam o zachowaniu ostrożności, bo to środek łatwopalny, żadne równoczesne gotowanie i sprzątanie  !
A może któraś z Was ma swoje sposoby na ułatwienie sobie życia i zechce się nimi podzielić, chętnie zaadoptuję i nie omieszkam wykorzystać :)

Na koniec Wszystkim Aniom, Anulkom i Aneczkom w dniu imienin,wszystkiego co najpiękniejsze, a do życzeń dołączam kwiatki z mojej rabatki :)





Pozdrawiam cieplutko i do zaś :)
Wasza BB :)

czwartek, 29 czerwca 2017

Mały przerywnik.


Zanim dokończę coś, co zaczęłam jakiś czas temu, to zaistniała potrzeba wykonania czegoś na cito.
Bo co się robi, jak nie można czegoś kupić ? Robi się samemu, proste, prawda ?

Mój osobisty wnusio ma stópkę w rozmiarze 8 - 9 cm, takich bucików ze świecą szukać, nie chodzi nam o  jakieś szyte szmacianki.  A ponieważ to nie muszą też być butki do chodzenia, to się zawzięłam i wydziergałam. Naoglądałam się tego w necie, a wykonałam według własnego widzimisię. Oto moje sandałki :)














W sumie to wyszły nawet do chodzenia. Podeszwa stabilna, podwójna, w środku usztywnienie w postaci tworzywa, które nie wiem jak się nazywa, w każdym razie takie cosik, z czego są szyte okna np. w namiotach, tylko kilka, lub nawet kilkanaście razy grubsze. Jest na tyle plastyczne, że taki malec może robić z nóżkami co tylko zechce, bez obawy uszkodzenia sobie czegokolwiek, a dodatkowo tworzywo to pozwala na pranie butków,czego nie można powiedzieć o tekturowym wsadzie.
A tu już prezentacja na żywym obiekcie, na tyle, na ile wieczny wiercipięta pozwolił :)












Mikołajek zachwycony, a  jak Wam się podobają ?

W tak zwanym międzyczasie,  trafiłam na blogu martuchnaj , na cudownie prosty sok z mięty. Ponieważ akurat miałam w nadmiarze tego  ziółka, zrobiłam sobie, z małymi modyfikacjami oczywiście.  Powiecie cóż można zmodyfikować w tak prostym przepisie ? Ano można, spróbujcie sami :) Oto moja porcja syropku, a raczej to co z niego zostało, bo pijmy ile się da, tak smakuje, zwłaszcza w te upały.






Dziękuję za inspirację i szczerze Wszystkim polecam, kto nie zauważył wcześniej, jeszcze raz przepis znajdziecie TU.

Na dziś to tyle. Pozdrawiam i do zaś :)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Z zupełnie innej beczki :)


Od dziś u nas ferie. To nic, że moje dzieci mocno wyrośnięte, ferie, to ferie, święto dzieci i mają wolne od szkoły. Wykorzystując ten fakt, na Ranczu, gdzie udziela się moje najmłodsze wyrośnięte, zorganizowane zostały 3 dniowe zajęcia. W ramach pomocy,  też pobawiłam  się  nieco, prowadząc z dziećmi zabawy plastyczne.

W sobotę robiliśmy flo, co nie zostało uwiecznione na zdjęciach.
Zapytacie co to jest Flo ? Taki powiedzmy koński kotylion :)

Za to dzisiaj było fantastycznie, dzieci zmieniały się grupami, podczas gdy jedne jeździły bryczką lub wierzchem, drugie oddawały się twórczej pracy. W ruch poszły podkowy, prawdziwe końskie podkowy. Ułan Mateusz wykonał czarną robotę, choć tutaj,  to chyba powinnam powiedzieć -  białą robotę, ale jednak najpierw czarną, bo podkowy trzeba było oczyścić, a  dopiero potem pomalować :)






Jedna z grup w trakcie pracy  ( ta starszyzna przy stole,  to opiekunowie lub zaprzyjaźnione z ranczem osoby ) .






A tu już efekty końcowe. Jestem z dzieci bardzo dumna, w tak krótkim czasie powstały śliczne prace, które oczywiście będą dla nich wspaniałą pamiątką.










A teraz z innej beczki, a właściwie z innego gara :)
Często zaglądam na bloga kulinarnego do ELI   i równie często jestem zaskoczona Jej przepisami. Niektóre sobie odkładam do późniejszego wykonania,a niektóre od razu idą do realizacji. Podobnie było z tymi oto słoiczkami,






W których jest DROBIOWA MIELONKA






Żałujcie, że nie siedzicie obok mnie i nie czujecie tego niebiańskiego zapachu i nie możecie skosztować . Jak widać, minimalna ilość tłuszczyku nie zaszkodzi nawet tym na diecie, smak, fantastik !






Piszę, bo to nie Ela potrzebuje reklamy swojego bloga, to my powinniśmy korzystać z Jej wiedzy, która poparta licznymi osiągnięciami, w tym wydaniem własnej książki,  doprowadza swoje przepisy do poziomu  na każdą kieszeń i  na możliwości nawet najmniej doświadczonych. Większość jest z ukochanej przeze mnie dziedziny " dla leniwych, tudzież zapracowanych " ( niepotrzebne skreślić ).  I chociaż ja,  podobno nieźle gotuję, często otwieram japę ze zdziwienia, czytając kolejny przepis. Może mieloneczka nie jest akurat bardzo szybka w wykonaniu, ale biorąc pod uwagę ilość otrzymanych  słoików ( u mnie akurat była inna ilość wsadu, stąd inna ilość gotowego produktu ),  czas nie ma większego znaczenia. Szczerze polecam :)

Witam nowe obserwatorki, po wielu tygodniach miło mi ujrzeć nowe twarze. zapraszam na dłużej :)

Na dziś to tyle, dziękuję za przemiłe komentarze pod poprzednim postem, pozdrawiam i do zaś :)
Wasza BB :)