Moje prace

Moje prace
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frywolitka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frywolitka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 listopada 2017

Pasart :)


Wczoraj dotarła do mnie tajemnicza przesyłka. Nic nie zamawiałam, moje laski też mnie nie uprzedziły, zatem gdy wyczytałam na adresie swoje imię i nazwisko, dorwałam się do niej niczym szczerbaty do wymarzonej paczki sucharów, kąsający dookoła, by czym prędzej dostać się do środka. Wybaczcie zatem, zdjęcie już po akcji :)





I wtedy nastała jasność :)
Sponsor z Szuflady, czyli Pasart, szczegóły TU, jakimś cudem trafił na mojego bloga, gdzie poza testem pokazałam reniferka, szczegóły TU. Skradł on serca Pasartowego Teamu, więc  postanowili mi przesłać cyt. " ...  małe co nieco do przetestowania "  :)






Po rozpakowaniu całość wygląda tak.






Przecudnej urody nożyczki, już sprawdziłam, długość 15 cm, idealnie tnące końcówki, więc precyzja cięcia, że mucha nie siada. Do tego duże wygodne uchwyty, co ma niemałe znaczenie, gdy już łapki nie takie zgrabne i paluchy wykręcają się, wiem co mówię :(  Nie trzeba wpychać ich w malutkie uchwyciki, a później wyszarpywać by wylazły, tylko zdecydowany chwyt i mamy je w dłoni.  Zbliża się okres prezentowy, zatem polecam je dla mam, babć, a kto potrzebuje, to warto  dla siebie, a co, troszkę egoizmu powinno siedzieć w każdej z nas w końcu rękodzieło, to nasze drugie życie :)






Eko torba, którą zamierzam namiętnie testować w szale przedświątecznych zakupów, na pewno będę widoczna i rozpoznawalna :)





Dwa motki cudownej bawełny maceryzowanej. Miałam przyjemność już z takiej robić, jest niesamowita, mięciutka, nie mechaci się, po prostu idealna.  Pomysł już jest, gorzej z czasem. Gdyby tak sponsor zafundował mi " 13 ", nie taką tradycyjną pieniężną, a w postaci trzynastego miesiąca kalendarzowego z przeznaczeniem na robótki, albo chociaż wiaderko czasu ... Zatem w tym wypadku proszę o cierpliwość :)






I na koniec cudowne motto, takie swojskie, bo nasze i dlatego  dedykuję je Wam Wszystkim  :)





Dziękuję sponsorowi za tyle niespodziewanej dobroci, jaka do mnie dotarła. Od razu dzień staje się piękniejszy i jak mówi reklama, chce się " Ż " i nie mówię tu o piwie :)


Na koniec zostawiam garść kwiatuszków, wiosna coraz bliżej :)




Pozdrawiam i do zaś :)

piątek, 27 października 2017

Historia pewnego koszyczka.


Raczej krótka i bardziej historyjka, a było to tak.

Pewnego pięknego dnia, dowiedziałam się o dokładnej dacie okrągłych urodzin naszej blogowej koleżanki LIDZI, a że moje dziecię ma swoje urodziny dokładnie następnego dnia, raczej trudno mi było zapomnieć o tym fakcie :) Postanowiłam, że zrobię niespodziankę, może mało oryginalnie, ale wysupłam tyle frywolitkowych kwiatuszków,  ile Lidziunia ma wiosen  i umieszczę je w małym białym koszyczku.






Kwiatki były gotowe, karteczka też, tylko ... koszyczków brak. Cóż na to poradzić, jak i we wszystkim panuje tutaj sezonowość, to nie okres wielkanocny, więc koszyczki są, tylko rozmiar się rozjechał z moimi potrzebami. Kupiłam powiedzmy że podobny do tego powyżej i 40 kwiatków wpadło do niego jak do studni bez dna. No może ciut przesadzam, ale dziura była oooogromna. Faktem się stało, że kwiatków za mało ! W Dniu Urodzin Lidziunia dostała tylko mailowo życzenia, a moja niespodzianka dotarła z opóźnieniem.  Może to i dobrze, bo tyle radości od Wszystkich było i to na raz, a później nic ? A tak to urodziny trwają dalej :)

Koniec końców prezent już dotarł, Lidzia pokazała na swoim blogu, więc tylko formalność. Całość w obiektywie mojego aparatu wyglądała  tak.





Sam koszyk z frywolitkowymi kwiatkami.






W zależności od ujęcia wygląda na mały, a jest taki powiedzmy średniaczek :)






Ciekawe czy jest ktoś w stanie policzyć ile w nim kwiatków. Myślę że bardziej zgadnąć, niż policzyć. To jak, jest ktoś chętny ? Nie mówię, że to konkurs z nagrodami, chociaż u mnie to różnie bywa :)
Lidziunia proszę nie podpowiadać  :)






I jeszcze dla formalności karteczka w kilku ujęciach.














Słodkości nie załapały się do zdjęcia, a zresztą każdy wie jak wyglądają :)
Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 19 kwietnia 2017

Powiem szczerze ...


Jakiś czas temu,  koleżanka poprosiła mnie o zrobienie  dla swojej wnusi,  frywolitkowego wianka do Komunii. Przy okazji ukłon w stronę Tych, którzy trafnie odgadli,  co wyjdzie z supłanych kwiatuszków.
Kwiatki, kwiatkami, ale cała reszta to niezły hardkor, przynajmniej dla mnie.Więc raczej, chyba na pewno ...  nie dam się namówić,  na kolejny taki. Może kiedyś, dla bliskiej sercu osoby, ale za pieniądze nie ma szans. Są inni, którzy to robią szybciej i ładniej, a u mnie jest jak widać poniżej. Fotograf niezdecydowany, to wkleja jak leci  :)



































A jaka jest Wasza ocena ?

A teraz ciut prywaty.
W Święta Wielkanocne był chrzest mojego wnusia. Mama Chrzestna ( moja osobista córcia ), wpadła na pomysł zrobienia niespodzianki, jaką było uszycie literek z imieniem. Niestety dość późno, jednak byłoby prosto, gdyby nie niespodziewany telefon i w czwartek jadę na drugi koniec Polski. Skoro tak nagle,to wiadomo z jakiego powodu ...
Szybka myśl i napisałam do ALIWERO. Czasu było malutko, ale Alinka nie zastanawiała się ani chwili,  pozytywnie odpowiedziała na moją prośbę i dzięki temu, przedstawiam gotowe dzieło Alinki :)







Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to ALIWERO  ma już " obcykane " te literki do perfekcji. Jeszcze raz dziękuję Alinko za Twoje szczere serduszko i wielką przysługę, jaką dla mnie zrobiłaś i jesteśmy w kontakcie :)

A to moje dzieło, prosty, ale za to smaczny i na pewno w 100 % jadalny  :)






Ponieważ nie złożyłam prawie nikomu życzeń świątecznych, zatem teraz życzę Wszystkim dużo zdrowia i wiele dobroci na całe " po świętach " :)
Pozdrawiam i do zaś :)
Wasza BB

poniedziałek, 27 marca 2017

Jajko w kołnierzyku ?


Po okresie buntu, wróciłam na łono KGW. Doszłam do wniosku, że nie da się siedzieć non stop w domu. Podobno cygan dla towarzystwa dał się nawet powiesić, więc czemu i mi nie wolno zzzzzaszaleć ;)  Na razie moje wyjście ogranicza się do godziny w tygodniu, później SIE zobaczy.

Na jednym ze spotkań,  rzuciłam hasło - robimy jajeczka, takie patchworkowe na styropianie, każdy przynosi co ma i co może. I tak oto na stole,  znalazły się między innymi cudami,  takie oto kołnierzyki, całkiem fajne i na dodatek w dwu kolorach, było ich całkiem sporo .






Jakoś nie bardzo były pomysły co z nimi zrobić. Ja od razu " widziałam je " na białym tle. Z braku takiego , wzięłam kołnierzyki do domu i wieczorem zrobiłam takie wcale niemałe jajeczko.






Szczerze powiem jest śliczne, tylko fotograf ze mnie marny.










Na spotkaniu spłodziłam inne jajeczka, od razu znalazły nabywców, a niezbyt wygórowana cena, zasiliła konto naszego koła, musicie mi wierzyć na słowo, że prezentowały się równie fajnie  :)

W tak zwanym międzyczasie supłam kwiatuszki, całkiem ich sporo, choć tego nie widać. Co z nich będzie, pewnie się domyślacie, ale o tym w kolejnym poście.







Pięknie dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Najbardziej podobają mi się brązowe kozaczki, ze względu na wiązanie, ot takie skrzywienie :)
Pozdrawiam Wszystkich wiosennie, Wasz Szewczyk Dratewka :)

czwartek, 9 marca 2017

Wiosenna jajecznica :)


Do sporządzenia będzie nam potrzebna sporych rozmiarów patelnia i specjalnie wykonane na tę okoliczniość jaja, które wrzucamy na wspomnianą patelnię i  gotowe. Od takiej potrawy na pewno nie przytyjemy, a co się napatrzymy to nasze :)













Kto woli bardziej fit, to może samo białeczko, podobno  jest mniej tuczące ;)






Dla tradycjonalistów - wszystkiego w stosownych proporcjach :)






W tak zwanym międzyczasie,  dziabnęłam osobistemu Mikusiowi,  taką smyczkę do " niunia " ( swojska nazwa smoczka,  ustalona xx lat temu,  przez najstarsze dziecko w rodzinie :)






Co nieco jeszcze działam, ale marnie mi to idzie, niemoc jakaś mnie dopadła, są tacy co próbują to uleczyć,  ale z marnym skutkiem ...

Dzięki za wizyty na moim blogu Tym, co jeszcze mają ochotę tu zaglądać, a szczególnie  Tym, co mają ochotę komentować :)
Pozdrawiam cieplutko i byle do wiosny :)
Wasza BB :)

wtorek, 23 sierpnia 2016

Uważajcie, co piszecie !


Jak wielka jest siła słowa, zwłaszcza pisanego, chyba nie muszę przekonywać, nigdy bowiem nie wiadomo, co jakiemuś szalonemu czytelnikowi strzeli do głowy. Tak było i ze mną. Gdy kiedyś napisałam pochwały na temat frywolitki, w odpowiedzi dostałam, że to tylko kwestia czasu, jak sama zacznę wymyślać własne wzory.Tę uwagę wzięłam sobie głęboko do serca i to bardzo dosłownie, zatem prezentuję wymysły szalonego czytelnika :)






Jest frywolitka, własny wzór i jest czas. Chwilę to trwało zanim powstał, bo ja uwielbiam sobie komplikować. Zaczęłam pracę od zewnątrz, wiedziałam dokładnie jak ma wyglądać. Chciałam mieć zegar, a nie serwetkę na ścianie. Musiał więc spełniać kanony tradycyjnego zegara. Skoro nie ma cyfr, to godziny muszą być wyraźnie zaznaczone i muszą znajdować się na właściwym sobie miejscu tak, aby patrzący nie miał wątpliwości,  która jest , a do tego  wielkość cyferblatu,  musi być adekwatna do długości wskazówek. Dopiero do tego,  dorabiałam resztę, co jest bardziej kłopotliwe ...






Zgadnie ktoś ile wynosi średnica tarczy ?
To nie zagadka i nagrodą nie będzie widoczny na zdjęciu zegar, odpowiedź znajdziecie na dole posta .
Kilka pomocnych zbliżeń :)






















Powiem mało skromnie zegar prezentuje się świetnie, byłby niewątpliwą dekoracją do klimatycznych wnętrz, gdzie stoją stylowe meble, lub pastelowe dekoracje. Niestety ani jednego, ani drugiego u mnie  nie uświadczysz , więc póki co powisi pewnie parę dni, a później SIE zobaczy ;)


A teraz zaległości.
W ramach prywatnych konszachtów z LIDZIUNIĄ, w świecie blogowym znaną jako Czarna Dama, dostałam między innymi przecudnej urody cosia, zdjęcie wcale nie oddaje uroku !






Lidzia w obawie, że mogę nie nosić broszek - całkiem słuszna obawa :) ,  przesłała mi " gołego " , do prywatnej aranżacji. Pomysł zrodził się natychmiast i miałam zamiar zaskoczyć Was gotowym wykorzystaniem onego, jednak bliżej mi do wybrukowania piekła, niż do realizacji pomysłu. No wiecie jak to jest z tymi chęciami ... Zatem dziękuję przecudnie i odsyłam Was do Lidzi, bo właśnie umieściła kursik jak takiego sobie wyprodukować, o właśnie TU  :) :) :)


Drugą osóbką, której serdecznie dziękuję,  jest Mama Lideczki, nasza KRYSIA.
Zaskoczenie i pełna niespodzianka - dostałam takie słodkości. Krysiu, dziękuję bardzo, bardzo :)





Za pośrednictwem Lidzi, przekazałam parę drobiazgów, między innymi miodek z mniszka. Kiedyś bowiem w komentarzu Krysia mi napisała, że jeszcze nigdy takiego miodku nie jadła ...  I tu wracamy do początku treści posta - uważajcie co piszecie ... może się spełni  !

Na koniec pięknie dziękuję Wszystkim za przecudne komentarze pod moimi kapturkami. Robią furorę i tego się trzymajmy :)

Pozdrawiam i do zaś :)

Ps. Prawidłowa odpowiedź. Średnica tarczy zegara wynosi  20 cm.

sobota, 14 maja 2016

Frywolitka po mojemu :)


Od dawna marzyło mi się pokazać Wam, jak rozwiązałam problem robienia supełków, czyli jak opanowałam frywolitkę. Jest tych filmów na necie od groma i ciut ciut, co z tego, jak mi ciągle coś nie pasowało. 

Tu są lekcje, gdzie bardzo fajnie kobitka  pokazuje jak się prawidłowo zabrać do frywolitki  https://www.youtube.com/watch?v=jjtwpY19Awg

Jednak w moim przypadku dostawałam nerwicy, kręcąc prawą  ręką " dookoła osi " , albo czółenko wypadało mi z ręki, z braku koordynacji chwytu, gdy go przekładałam pod nitką i następnie musiałam  " płynnie " złapać nad nitką, płynnie, to ono leciało w dół ... Umiem, ale nie lubię :)

Nie pozostało mi nic innego, jak sobie coś wykombinować.  Po raz pierwszy,  od niepamiętnych czasów,  moje łapki nie straszą, a telefon pozwolił mi na nakręcenie kilkudziesięciu sekund filmiku, zatem zapraszam, co też takiego wykombinowałam .

Robię na dwa sposoby, zależy od natchnienia :)

1. Na początku - owijam nitkę dookoła palców lewej dłoni, w prawej trzymam czółenko, jednym z palców prawej dłoni podnoszę nitkę idącą od pętelki do czółenka - w ten sposób robi mi się wystarczająco dużo miejsca, by przełożyć czółenko POD nitką od pętelki i wyciągnąć NAD - w ten sposób =  połowa słupka. Drugie pół, to jakby " szycie igłą " , bez podnoszenia czegokolwiek, nitka od pętelki do czółenka " zwisa " na dole, a ja przekładam czółenko od góry, czyli NAD  pętelką na lewej dłoni,  a wyciągam POD.  To podnoszenie palcem, służy jakby przytrzymaniu nitki, aby nie spadła. Brzmi zawile, a jest proste, zatem prezentacja.







2. Pętelka - wiadomo - i dalej żadne podnoszenie nitek paluchami,bo to wcale nie jest konieczne, więc  tylko jak gdyby zarzucam nitkę idącą od pętelki do czółenka , poza pętelkę na dłoni, a czółenko wprowadzam POD nitką i wyciągam NAD nitką = pół słupka, drugie pół podobnie jak przy pierwszym sposobie. Tego nie zmieniam, bo jest tak proste że mi to pasuje. Prezentacja :)







A o co chodzi z tym KLIK ?
Wiele osób się zniechęca przy nauce frywolitki, bo " im się nie przesuwają słupki " . Jeśli tak jest, to znaczy, że nie było KLIK. Bo chodzi o to, że supełki nie powstają z nitki,  która jest nawinięta na czółenku, tylko z nitki, która jest owinięta dookoła lewej dłoni. Dla zrozumienia,  wzięłam dwa kontrastowe kolory  i teraz widać, jak nitka przeskakuje - na czółenku jest biała, a widać wyraźnie, że supełki są niebieskie. Ten przeskok nitki, to jest ten KLIK :)






Jak nawijać i jak pociągać, co poluzowywać, jak się robi pikotki, tego się nie da zmienić, więc odsyłam do tego pierwszego linku, który jeszcze dla pewności wkleję TU . Jeśli mój sposób frywolenia, przypadnie komuś do gustu i okaże się pomocny w nauce, będzie mi bardzo miło :)

A teraz żeby nie było, że nic nie robię. Małe oszukaństwo, czyli frywolitka,  bez frywolitki.
W maju jaja ? Czemu nie, jak jest potrzeba :)


















I to by było na tyle. W tym miesiącu zwalniam się od wszelkich zabaw i wyzwań, cóż tu dużo gadać, takie układy. Powinnam jeszcze do końca maja,  coś zdążyć pokazać,  ale zaglądać do Was,  to już tak symbolicznie i na biegu, za co z góry przepraszam.

Pozdrawiam cieplutko i do zaś :)