Moje prace

Moje prace

wtorek, 12 sierpnia 2014

Dziecko mnie pilnuje :)


Nie ma tak łatwo ! Wracam do domeczku, odpalam komp, poczta, mail i czytam - no co się dzieje, blog leży odłogiem ! Całkiem słuszna uwaga :)  Tylko,  że robię coś, co nie  Wszyscy wiedzą i póki co, pokazać nie mogę, Pan nie pojechał w weekend na rybki, a doba ma tyle godzin,  ile ma ...  ja to też raczej perpetum mobile już nie jestem ... no ale od czego lamus ?  No bo kiedyś,  to jednak mi się chciało ! I jest jeszcze jedna ku temu okazja, by co nieco pokazać. Po kilku latach, raczej na pewno - wspominany niejednokrotnie przeze mnie Talencik - na dniach,   przestanie istnieć ... Ale ja nie o tym chciałam.
Skopiowałam parę swoich prac, którymi ewentualnie mogę się jeszcze  pochwalić, zanim polecą w cyber przestrzeń, to ocalę dla potomności. Prace różne tematycznie, na różne okazje poczynione i bez okazji także.

Na początek jesienny kosz, choć wtedy robił za " Kolorowe lato " :)





Qullingowa kartka na ślub.






Bransoletki shamballe.






Półeczka z frywolitkowymi kwiatkami - listki szydełkowe.






Obraz ze słomy.






Wełniane laleczki na palec.






Kompozycja na chrzest.






A to - jak widać - a zrobiłam, bo mi się podobało :)






Barbie idzie do Komunii :)






Moje pierwsze decoupage :)






A jeszcze mi umknęła Panda :)





Rzutem na taśmę dokładam taką pracę. Pamiętam jak byłam z niej dumna, kuferek - całkowicie mój pomysł, wykonany z kawałka ... rury kanalizacyjnej ,oklejonej skórą, podstawka - kawałek deseczki, też w skórę, kwiatek też ze skóry, do tego frywolitkowy naszyjnik z kamieniem i karteczka, drzewko na dokładkę, taki sobie prezencik. Są rzeczy, które jednak mi się podobają - kiedyś i teraz   :)






Może coś na blogu  już było, to przepraszam, nie chce mi się sprawdzać całego od A do Z  :)

A na koniec się chwalę. Jakiś czas temu, u Anulki, z bloga Robótki Ręczne Anny, wygrałam nagrodę pocieszenia,  w świecznikowym Candy. Popatrzcie, jak u Tej szalonej dziewczyny wygląda " POCIESZAJKA "






Miało być do uzgodnienia, jakiś drobiazg, poprosiłam o serwetkę w grzybki, a dostałam tak jak widać.
Dzięki Anula, za fantastyczne prezenty  i miłego wypoczynku Ci życzę :)

No dobra, dość chwalenia się.
Tradycyjnie - ogromne podziękowania, za tyle Ochów i Achów pod myszunią, super jest , to fakt, nie mój wzorek, to mogę  spokojnie tak powiedzieć i nie wyjdę na chwalipiętę  :)
Witając nowe obserwatorki pozdrawiam Wszystkich i do zaś :)


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Tak się złożyło ...



Po raz pierwszy, na bloga Zaplątane szydełko ,  trafiłam za sprawą pewnej myszki, a ściślej, w momencie, kiedy Agnieszka prowadziła kurs, szczegóły - a właściwie początek - TU . A kto chce zobaczyć co mi wtedy wyszło, klika TU.  Później był smok i inne wzajemne odwiedziny. I tak się złożyło, że znów połączyła nas myszka. Na tę balerinę zachorowałam, od momentu jak ją ujrzałam. Jednak  nie mogłam nigdzie zdobyć wzoru, a na zrobienie metodą prób i błędów, a raczej błędów i prób, po prostu nie mam czasu. Ja - same widziałyście - perszing z turbodoładowaniem i jak takie zatrzymać ;) Zatem gdy ujrzałam  swoją  wymarzoną  myszunię u Agnieszki, natychmiast skomentowałam. I co się okazało ? Wzorek jest na FB, tylko ...  mnie tam nie ma, ale Agnieszka była tak dobra i mi go przesłała :)  Już mam, bo  se wczoraj wydziergałam. Przedstawiam - oto moja balerina, gotowa do zajęć  :)  










Strój odpowiedni  ...






baletki prawidłowo zawiązane ...







jeszcze tylko kilka ćwiczeń rozciągających  ...






i robimy szpagacik ...






rączki w bok i poproszę o ocenę :)






Ufffffffff, ale się zmęczyłam ...














Jeszcze minutkę posiedzę i do domciu :)






Agnieszko, bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję i poproszę o ocenę :)
A Wam - jak się moje myszka podoba ? AAA może dodam, że to całkiem duża panna, stojąca, ma ponad 30 cm :)


Witam nowe obserwatorki, dzięki Danutce,  to naprawdę nam się familia rozrosła w tempie ekspresowym :)

Na koniec mała statystyka. Jestem pewna, że Wasza mała zazdrość,  w związku z moim urlopem,  jest jak najbardziej pozytywna, ale w ramach poprawienia Wam humorku,  powiem, że taki wyjazd miałam zaserwowany dwa razy w żywocie, co biorąc pod uwagę na cyferki znajdujące się w metryce, wypada rzadziej niż raz na ćwierć wieku. Dzięki zatem za uwagę i do zobaczyska,  w takiej formie wypoczynku,  za następne ćwierć wieku  :) :) :) 

Buziole Kochani i do zaś :)

sobota, 2 sierpnia 2014

Norwegia, czyli aktywny wypoczynek :)


Może już ktoś w poprzednim poście zauważył,   powiewającą nad brzegiem,  norweską flagę. Tam  miałam to szczęście,  spędzić tydzień wakacji. Nie muszę chyba mówić - było fantastycznie. Ogólnie, postawiliśmy na aktywny wypoczynek, no dobra, kto postawił, to postawił :) 

Oprócz SUPa, trochę łaziłam po górkach ( czyt. po kamieniach )  :)





Skakałam na ogólnodostępnych trampolinach ...






nawet z figurami :)






A tutaj w ośrodku, kto rano wstaje ...






ten basen pusty zastaje i pływa do woli ...






w te i z powrotem :)






A wieczorkiem gra w kosza :)






A jak ograć starego piłkarza ?






Proste - idziemy na żywioł !






Niestety,  bramkarz za dobrze bronił :)






Nie odpuściłam nawet,  znalezionej gdzieś tam w krzakach, hulajnodze, to co że taka mała, daje rade  :)







Czasem trzeba było złowić jakieś papu, wszak nie samym sportem człowiek żyje ...






a jak się złowiło, to trzeba obrobić , dobrze, że warunki ku temu,  były idealne. Dostępna dla wszystkich oczyszczalnia, wraz  z chłodnią do przechowywania ryb i krabów.





Posilona -  znów na górki. 
Te znaki zapisane na skałach,  pochodzą z 1500 - 500 r.p.n.e - wyobrażacie sobie ???  Po prostu szok !!!






Ale skąd oni już wtedy wiedzieli, że " Taki duży, taki mały ... taki gruby, taki chudy może świętym być ... " ;)






No dobra, z tą świętością, to chyba lekka ściema ;)
W czasie naszego pobytu, odbywał się " Festiwal jedzenia ", no więc trzeba było śpiewać, upssss, wcinać :)







Jeszcze tylko rzut okiem z za krzaków ...







machnięcie ręką na Do widzenia ...






i czas wrócić do normalności ... niestety ...

Wprawne oko i zdrowo pracujący umysł, odkrył,  we wczoraj pokazanym urobku, babciną garderobę. A ponieważ korpus już miałam gotowy, to wykończyłam dzisiaj jedną sztukę i zaraz ją posyłam na wakacje, na Agrafkę. Gdyby ktoś miał ochotę to zapraszam. Poprzednie, ku mojemu zaskoczeniu,  rozeszły się jak świeże bułeczki :)










Jeszcze tylko zdjęcie paszportowe, jak by jej na tą Agrafkę nie chcieli wpuścić i szerokiej drogi  Kochana :)






No dobra, bo dzisiaj to mi niemal epopeja wyszła, na dodatek bogato ilustrowana. Więc króciutko - dzięki za SUPa, wszystkie odwiedziny, komentarze, pozdrowienia, więcej już nie gadam i spadam :)
Pozdrawiam i do zaś :)
AAAAAA Zonk, to znów ja ... W życiu nie miałam długich włosów. Kombinuje z tymi babciami jak koń pod górkę. Może mi któraś podpowie,  jak się prawidłowo ten kok  upina, bo za każdym razem mi wychodzi inaczej i chyba dalej nie do końca mi  się podoba ...

piątek, 1 sierpnia 2014

Co to jest SUP ?


Witam cieplutko po powrocie. Pewnie większość ucieszyłoby chłodniejsze powitanie, coś na zasadzie dobrze działającej klimatyzacji, no ale ja tak od serca Was witam :)
Choć krótko, to jednak udało mi się wyjechać. Było fantastycznie. Zanim pozostałe zdjęcia znajdą się tam gdzie powinny, pochwalę się kolejnym wariactwem, na jakie dałam się namówić :)

Tak jak w tytule, jest to SUP.  Nie kapuje,  jak to przetłumaczyć z polskiego na nasze, w każdym razie do szczęścia jest nam potrzeba deska + wiosło + woda. Deska, to też zbyt duże słowo, bo toto jest pompowane. Więc po kolei. Przyjeżdżamy nad skrawek czegoś mokrego. Fajnie, by było trochę większe od deski :)






Znajdujemy chętnego, do pompowania, ewentualnie sami machamy sprzętem. Mi się udała ta pierwsza opcja  :)






I do odważnych świat należy. Pierwsza pozycja - bezpieczna + obowiązkowo kamizelka.






Uwaga - STOJĘ - proszę szybko  o zdjęcie ...






Później było - RYP -  nie uwiecznione, ale zaraz potem stałam jak zawodowy SUPer :)






I pływałam sobie sama, bez obstawy i bez kamizelki :)











A jak już się pływa, to się takie ciacha wyrywa, a co :) 






A tu z córunią, głównym prowodyrem tych zabaw :)













Kto po kim ma to wariactwo ???

Więcej moich zwariowanych pomysłów później. A skoro to blog robótkowy, to pokażę co nieco,  co udało mi się zrobić, pomiędzy deską, wędką, piłką i czymś tam jeszcze.





Szału nie ma, ale przyznacie - próżniaczenia też nie :)

Gorąco witam nowe obserwatorki. Dzięki Danutce i jej kolorowym wyzwaniom,  nasza blogowa rodzinka się rozrasta. Fajnie :) Postaram się odrobić różowe zaległości i pozaglądać, co też stworzyłyście w tym temacie. Dziękuję za wszystkie komentarze u mnie. Wyjaśnię tylko, że Jolcia nie mogła zostać Calineczką, bo jest częścią projektu, który mam nadzieję do końca wakacji  zrealizować :)

A dziś na tyle, jeszcze raz, kto może, zapraszam na SUPa.  Frajda niezła, jaka jestem stara i  gruba, to dałam radę, więc polecam. Jak by ktoś pytał, dechy się wypożycza  :) A teraz  spadam do kosiarki, samo się nie zrobi, a zarosło, że ho - ho !!
Pozdrawiam i do zaś :)