Moje prace

Moje prace

wtorek, 2 października 2018

Harsoy i wspomnienia.


Wakacje za nami, a ja dopiero teraz troszkę powspominam. W przeciwieństwie do prawie wszystkich, zacznę od końca. Większość z Was już chyba widziała u Lidzi, że pewnego pięknego wrześniowego dnia spotkałyśmy się, na początek w Niepołomskiej Puszczy . Zdjęcie autorstwa męża Lidzi.





Później było miasteczko, śmiałyśmy się, że bruderszaft kubeczkami lodów i ... zamknięty tego dnia zamek.  Lidziunia to fantastyczna osóbka z wyglądu jeszcze młodsza, niż to wskazuje metryka, pokrewna dusza,  dziewczyna jak to się mówi  " do tańca i do różańca ".  Buzie nam się nie zamykały ... co by nie powiedzieć, cudnie, lecz zdecydowanie za krótko. Dłuższa relacja u Lidzi TU . Na koniec nastąpiła wymiana prezentów. Ja dostałam takie skarby,






o kurcze, teraz widzę,  że morski słoiczek ,  który stoi sobie u mnie na półeczce,  zapomniałam uwiecznić, więc też  zapraszam po szczegóły do Lidzi TU. Nie no,  jeszcze winko dla ślubnego, jeszcze skleroza czy już  ... Dodatkowo dostałam prezent urodzinowy. Była też galaretka w czekoladzie, ale ostała się ino kukardka :)






Mało tego. Lidzia zabawiła się w kuriera i przywiozła mi niespodziewaną niespodziankę od Pawanny.





Cudnie pachnące lawendowe niespodzianki i przepyszny dżemik. Dziękuję Aniu za prezenty i za to, że pomyślałaś o mnie :) Co ja dałam Lidzi, to też odsyłam na " Misiowy Zakątek " , gdyż nawet nie zrobiłam zdjęć. Jeszcze raz dziękuję Lidziu za to spotkanie. Pierwsze i mam nadzieję, że nie ostatnie :)

A teraz ciut o mnie. Tydzień wakacji spędziłam u córki, w tym weekend w domku nad fiordem. A domek ten wyglądał tak





i nosił nazwę





Tam postał malutki misiaczek, dokładnie ma 6,5 cm i dostał takie imię, jakie nosił domek. Jest mój, nikomu nie oddam, bo jest miłym wspomnieniem i pamiątką z wyjazdu :) Szczerze powiem, że od wtedy zamisiaczkowałam się. Każdą wolną chwilę, choć tych mam zdecydowanie mało, poświęcam na dopracowywanie tych słodkich pysiaczków.

Spróbowałam jako breloczek,





był też przytulasek, ale poszedł sobie do innej.  Później powstały takie trojaczki, mają tak ok. 9 cm wzrostu i są z nie mechacącej się włóczki Art Yarn Jeans.






I jeszcze kot. Ten to prawdziwy olbrzym ;)  Powstał z darmowego wzoru dostępnego TU,  ma całe 11 cm :)





Misiaczki,  to moja radosna twórczość. Kto dotrwał do końca, to rączki w górę i HURA  !






Po sobotnio - niedzielnych porannych przymrozkach pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję do zaś  :)

EDYTOWANY
Wyjaśniam, to nie jest domek córki, chciałaby, ale wiadomo. To domek wczasowy z firmy w której pracuje, spędziliśmy tam tylko weekend, niestety tylko, ale fajnie,  że chociaż tyle się udało :)

piątek, 28 września 2018

Niezwykła budowla.


Zanim się odgruzuję i wrócę do rzeczywistości, chciałam Wam pokazać coś cudnego. Może wiele osób o niej nie wie, a już zobaczyć na własne oczy,  to raczej większość nie będzie miała okazji,  ja dziś miałam tę niespodziewaną możliwość, myślałam, że skoczę kiedyś na Brzegi na Campus, bo to u mnie rzut beretem, a tu taka niespodzianka.  Zrobiłam specjalnie dla Was kilka zdjęć, choć one nie oddają prawdziwego piękna i misternej pracy.





Model Bazyliki Mariackiej w Krakowie jest darem, jaki Wieliczka otrzymała podczas tegorocznego Festa del Covo Campocavallo w rejonie Osimo we Włoszech. Model najpierw prezentowany był przed samą Bazyliką w Krakowie, obecnie stoi na Rynku Górnym w Wieliczce, by docelowo stanąć w Campusie Misericordiae, gdzie w 2016 roku odbyły się Światowe Dni Młodzieży.






Prace nad nim trwały 8 miesięcy. Model został wykonany z 2 milionów kłosów zbóż. Wymiary Bazyliki 5,4 metra wysokości, tyle samo długości i 2,25 metra szerokości. Waży 1,8 tony.






Święto Festa del Covo pochodzi z włoskiej tradycji kultury ludowo - religijnej i jest obchodzone jako dziękczynienie za plony ziemi. Można powiedzieć, że to takie nasze Dożynki z tą różnicą, że na uroczystości te wykonywane są nie wieńce, a z kłosów zbóż modele w pomniejszonej skali znanych  kościołów i bazylik z całego świata.





W związku z przypadającą w tym roku 40 rocznicą wyboru Jana Pawła II na Papieża, postanowiono wykonać Bazylikę Mariacką, gdzie odbyły się ostatnie ŚDM, a  które były zapoczątkowane właśnie przez Papieża Polaka.

















Piękny dar, przepiękne dzieło. Kto ma możliwość,  zachęcam do obejrzenia na żywo. Robi wrażenie !

Pozdrawiam cieplutko . B

niedziela, 19 sierpnia 2018

Słodkie pożegnanie.


Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat.
Wróciłam, troszkę mnie podleczyli, naprawili, serducho pika już normalniej,  więc jakoś funkcjonuję. Dziękuję Wszystkim za troskę i słowa otuchy, bardzo mi się przydały :)

Robótkowo posucha, za to wczoraj na cito piekłam taki torcik i choć w zasadzie już nie piekę, to w tym przypadku nie mogłam i nie chciałam odmówić :)












I tym słodkim akcentem żegnam się z Wami. Na te ostatnie dni wakacji lecimy do córci. Z konieczności nie będzie jakiegoś szaleństwa, tylko leniwy wypoczynek, kiedyś tak też trzeba  :)
Pozdrawiam więc Wszystkich cieplutko i do zaś Kochani :)

EDYTOWANY
Zapomniałam wyjaśnić, że choć zdjęcia były niewyraźne, ale tego cudaka rozpoznałyście prawidłowo, to polski koliberek, czyli fruczak gołąbek. Gratuluję sokolego oka i ogromnej wiedzy  :)

niedziela, 5 sierpnia 2018

Królisia, czyli powrót do szydełka :)


Telefon - upss, w nowoczesnym świecie oznacza to wiadomość na Snapchat - ciociu - potrzebuję jakąś laleczkę do prezentu na Chrzest. Ok. nie ma sprawy, ale tak ciut jaśniej poproszę. I wyszło na to, że to ma być królisia, z długimi nóżkami. Co do reszty dostałam wolną rękę. No nie wiem, czy z tą wolnością,  to akurat takie dobre posunięcie, ale się starałam. Wyszła całkiem spora panna, która wygląda tak :)
















I na ostatnim zdjęciu  w pozycji, jaką często widuję i podziwiam na blogu  https://lalkacrochetka.blogspot.com/ . Jakość mojej fotografii ma się nijak do pierwowzorów, cóż, nigdy nie było to moją mocną stroną. Tak nawiasem mega zdolniacha z tej Justynki, kto jeszcze tam nie trafił, to zapraszam, jest co podziwiać :)





Królisia wykonana z włóczki ArtYarn Jeans, na którą się aktualnie powoli przerzucam.Nie mechaci się i jest w dużej gamie kolorystycznej. Jest ciut cieńsza i droższa niż kotek z której dotychczas robiłam, ale trwałość produktu ma dla mnie ma większe znaczenie. Dobrze się spisałam , jak sądzicie, ujdzie w tłoku  ?

I jeszcze na koniec przedstawiam pomidorka koktajlowego z mojego ogródka ;) Przynajmniej takie kupiłam sadzonki, a co wyrosło ?




Zupka była przepyszna :)
Dziękuję za odwiedziny, wszystkie komentarze, dobre słowo, za to że jesteście i zaglądacie. Proszę o pozytywne myśli we wtorek i środę, oby wszystko było ok, to szybciutko do Was wrócę  :)
Pozdrawiam i do zaś :)

Skleroza mnie dopadła.
Chciałam Wam pokazać dwa zdjęcia, jakie udało mi się pstryknąć na swoim balkonie. Ciekawe czy ktoś zgadnie, co to za latający obiekt udało mi się uchwycić. Nagrody raczej nie przewiduję, ale zabawa może być całkiem fajna :)






niedziela, 29 lipca 2018

Druga lala i zaległości.


Za chwilę koniec miesiąca,  a u mnie tylko jeden post. Tak źle to jeszcze nie było, więc czym prędzej, żeby choć drugiego w miesiącu zdążyć spłodzić ...
Na początek nowa lala. Z tą poszło szybciej i bardziej zadowolona jestem.
A druga lala,  wygląda tak.


















Jest ciut większa od pierwszej, co widać poniżej. Wszystko oprócz bucików szyte osobiście na własnej maszynie :)




A co mi się w tej pierwszej bidulce nie podobało ? Otóż to, że jest nierozbieralna, ale mi ktoś delikatnie wytłumaczył , że one takie skromne są, że się wcale przed wszystkimi nie rozbierają i tak ma być. No więc powiedzmy,  że  teraz już z obu jestem " zadowolniona "  :)

Jakiś czas temu jako pierwsza odpowiedziałam  prawidłowo na zagadkę, jaką zadała Basia z bloga http://5porroku.blogspot.com/2018/06/czytaam-raz-potem-drugi-i-trzeci-i.html . W nagrodę zostałam obdarowana autorską książką i słodkościami. Dziękuję Basiu, pękam z dumy, że Cię znam i mam osobistą dedykację  :)





W minionym tygodniu dotarła do mnie przesyłka od Alinki  z bloga https://aliwero.blogspot.com/ . Są to prezenty z okazji rocznicy bloga. Bardzo dziękuję za wszystko, także za pożarte przez łasuchów batoniki, które nie zdążyły się załapać do wspólnej fotografii, a szczególnie dziękuję za przecudnej urody wieszaki, zapamiętałaś, że mi się baaaaaardzo podobały :)






A teraz dziwne zjawisko. Moja " nieinternetowa Marysia " ( kto do mnie zagląda, ten wie o kim mowa ) dostała od kogoś nową odmianę tykwy . Nową dla nas, bo takich jeszcze w swych uprawach nie miałyśmy. Mała, fajny prawie okrągły kształt. Jak to Maryś, nie usiedzi, by coś nie wykombinować. Wycięła otwór w spodzie tykwy, wyciągnęła nasionka i zakleiła dziurkę z powrotem. W  środku było 10 nasionek, wszystkie wzeszły. 6 sztuk posadziła u siebie, 4 dała mi. I co w tym dziwnego ? Ano to co widać na zdjęciu. Nasionka wyjęte z jednego " owocu ", a dzieci wyszły jakby całkiem różne :)






I na koniec końców zapraszam na marchewkowe muffinki . Jeszcze w piekarniku.





I zaraz po wyjęciu.






Są pyszne i robi się je ekspresowo. Jak są zainteresowani,  to wołać, podam przepis :)

I jeszcze spóźnione, ale najszczersze życzenia dla Wszystkich Ań, Anulek i Aneczek, do tego dorzucam różę z mojej rabatki :)




Pozdrawiam i do zaś :)

EDYTOWANY.
Na pozytywnie rozpatrzony wniosek Anonimusa ( pogadamy sobie przy okazji :), oto przepis na muffinki.

2 szklanki startej na tarce ( na dużych oczkach ) marchewki
1 i 1/2 szklanki mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2  łyżeczki sody
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru ( ja nie miałam to nie dałam, też było smaczne )
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
3/4 szklanki oleju roślinnego ( dałam rzepakowy )
3 duże jaja, lub 4 mniejsze ( dałam 3 - standardowe, niby L )
1 szklanka brązowego cukru ( z braku dałam ciut mniej )
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ( dałam proszek waniliowy - nie mylić z cukrem waniliowym )

Piekarnik ustawić na 180 stopni. w tym czasie obrać i zetrzeć na tarce marchew. Do jednej miski wsypać mąkę i wszystkie suche składniki - wymieszać. W drugiej wymieszać mikserem na wolnych obrotach ( nie ubić ) jaja + cukier + olej . Cukier nie musi się rozpuścić, wystarczy chwilę, na koniec dodać marchew. Odstawić mikser, wsypać suche składniki wymieszać łyżką ( już nie mikserem ). Włożyć do papilotek. Piec 25 minut. Ja piekłam 30 , ale mój piekarnik coś słaby jest. Z tej porcji wyszło tyle co na zdjęciu.
I tak naprawdę dłużej się pisze i czyta składniki niż robi :)




sobota, 14 lipca 2018

Jak sójka za morze.


Mniej więcej tyle czasu zabierałam się za uszycie tej lalki. Oglądałam i podziwiałam, podziwiałam i oglądałam. Nawet ściągnęłam z Pinteresta wzór i nic z tego nie wyszło. Uszyłam korpus, po czym stwierdziłam, że mija się on z moim wyobrażeniem i poszło wszystko w kąt. Po jakimś czasie dojrzałam do tematu, wyrysowałam sobie sama swoje proporcje. Owszem, podobna do pierwowzoru, przecież musi mieć głowę i tułów, dwie ręce i dwie nogi, no bo niby jak to zrobić inaczej ? Ale mój łepek jest mniejszy, tułów większy, nogi dłuższe, ręce bardziej zaokrąglone i też dłuższe, szwy tylko po bokach. I tak oto dziś powstała moja pierwsza szyta lalka.





























Jak widać,  jest dość spora. Buciki mają " rozmiar " 5,5 cm. Pewnie jej kiedyś dorobię małego misia, albo inne zwierzątko, póki co,  znów musi poczekać. Czy mi się podoba ? Owszem :) Czy jestem zadowolona ? Chyba jednak nie :( W tej formie nie bardzo. Jak rozgryzę temat,  żeby było tak jak ja chcę, to powstanie kolejna. Póki co, jest jak na załączonych obrazkach :)

Dziękuję za odwiedziny i każde słowo, które u mnie zostawiacie :)
Pozdrawiam cieplutko i do zaś :)

piątek, 22 czerwca 2018

Wnerwiłam się okrutnie !


Muszę, po prostu muszę dać upust swoim nerwom i napisać to i owo.
Co mnie tak wyprowadziło z równowagi ? Odpowiedź krótka ALLEGRO !!!

Jak ( może ) pamiętacie, podarowałam swoje autorskie zajączki na aukcję charytatywną dla córki naszej blogowej koleżanki, szczegóły TU.  Sprzedały się oba. Najpierw radość, wpadnie ciut grosza dla Lilianny.

Pierwszy kubeł zimnej wody, jak pierwsza wygrywająca aukcję,  nie raczyła zapłacić ...
Na szczęście druga ( nawiasem mówiąc  nasza  blogowa koleżanka, nie podaję kto, bo może nie chce, nie rozmawiałyśmy na ten temat ) szybciutko przelała pieniążki i jeden z zajączków do niej poleciał.

Po moich wielu próbach kontaktu z wygrywającą aukcję i bezskutecznej interwencji u Allegro, postanowiłam nie wystawiać zajączka na kolejnej aukcji ( jak się później okazało, była to bardzo mądra decyzja ) , jednak użyłam swej dyplomacji i drugi zajączek również poleciał do tego pierwszego,  za którego pieniądze od razu znalazły się na koncie Lilianny.

Kolejny kubeł zimnej wody, gdy Allegro poinformowało mnie, że pieniądze za przesłanie wypłacają tylko 15 dnia każdego miesiąca. Ponieważ pieniądze z aukcji zostały zaksięgowane  17 maja, zatem za przesłanie dostanę 15 czerwca. Super ...

21 czerwca, pieniędzy nadal nie ma. Mało tego, na konto Lilianny za tego pierwszego zajączka też jeszcze nie wpłynęły. Kontaktuję się z Allegro, jako odpowiedź z poprzednich korespondencji - dostałam bezsensowną automatyczną odpowiedź na zupełnie inny temat. Wysłałam zapytanie mailem, system je odrzucił. Wysłałam   z formularza kontaktowego z Allegro - dziś przyszła odpowiedź.

" Wpłaty od kupujących może Pani zweryfikować za pośrednictwem poniższego odnośnika ".

Dobrze, wchodzę, weryfikuję , po czym automat mnie wyrzuca , bo minimalna kwota wypłaty jest 20 zł !

W tym miejscu gryzę się w klawiaturę, bo musiałabym mocno niecenzuralnie pojechać, a przecież Wy nie jesteście winni, by czytać moją podwórkową łacinę. ALLEGRO takie miłe, takie hojne, nie pobiera opłat od aukcji charytatywnych ... W rzeczywistości przez tyle czasu trzyma w garści pieniądze, które nie są ich, a moim zdaniem powinni je natychmiast przelać na odpowiednie konto. W sytuacji gdy za przesłanie płacą kupujący, pieniądze fizycznie nie trafiają do osoby która wysyła,  tylko zostają na koncie ALLEGRO. Ktoś pomyśli że uparła się baba i o parę złoty sieje zamieszanie. Otóż w moim przypadku było to 14 zł ( wg. cennika PP ). Kupująca pokryła koszty przesłania, ja pokryłam koszty przesyłki, a pieniądze  zostały na koncie ALLEGRO, bo kwota nie przekroczyła 20 zł.

Pytam więc. Jaka to hojność, że to niby nie pobierają opłaty za aukcje ? Czy tak to powinno wyglądać ? A przecież ile jest takich aukcji,  ile pieniędzy w ten sposób trafia na konto ALLEGRO ?
Czy mam prawo być zbulwersowana ? Macie jakieś sugestie ? Chętnie przeczytam Wasze zdanie na ten temat. Dyskusja otwarta.

Spokojnej nocy.