Dawno, dawno temu ... spokojnie, to nie początek bajki i nie początek jakiejś historyjki, nie trzeba biec po kubek kawy, czy na wszelki wypadek do toalety :)
No więc kiedyś tam w minionej epoce, jak ktoś dużo palił, a później kaszel rozrywał mu trzewia, mawiało się, że ma płuca na agrafkach. Nie wiedzieć czemu, od razu mi się to skojarzyło, gdy trafiłam na Pintereście na aniołka zrobionego z agrafek. Spodobał mi się pomysł i tak powstała moja wersja. Robi się miło, łatwo i przyjemnie i zapewne powstaną inne, bardziej dopracowane i w innych zestawieniach kolorystycznych, wszystko w odpowiednim czasie. Póki co, jest ON :)
Kilka ujęć, jak by ktoś chciał co nieco podpatrzeć, dla ułatwienia powiem, że w mojej wersji spódniczki jest 12 agrafek :)
Żeby nie było, że nic nie robię, to powstała taka parka, a że już Wam się opatrzyła ( chyba ), to tylko jedno zdjęcie, zresztą już jej nie mam, co by więcej pokazać. Tym się różni od poprzednich wersji, że dziadek w końcu dorobił się prawdziwych guziczków przy koszuli :)
Na koniec karteczka, wpasowała się idealnie w styczniowe BINGO u Anulki, tylko ... nie zdążyłam wrzucić żabie na pożarcie, a niech to żaba kopnie :(
Pozdrawiam i do zaś :)





















































