Moje prace

Moje prace

wtorek, 12 stycznia 2016

Ładne jaja !


Jeszcze tego nie bywało, żeby robić równocześnie karteczkę na Święta Bożego Narodzenia i na Wielkanoc. A wszystko za sprawką niejakiej ANI, która wymyśliła taką zabawę, a ja postanowiłam wziąć w niej czynny udział. Skąd taka decyzja ? Sprzęt jest, papiery też, że o innych dodatkach nie wspomnę, chęci też się znajdą, gorzej z czasem, ale że zaistniała potrzeba wykonania dwóch karteczek, to powiedziałam sobie - rób teraz, od razu, albo znów się nie wyrobisz ...

A zaczęło się tak

















Kartki duże, nie moja bajka, bardzo trudno mi się je robi, ja jednak uwielbiam robić małe precyzyjne rzeczy, cokolwiek by to nie miało być  :)

A teraz to, co spełnia wymagania Ani. Najpierw różyczki, wykonałam je według kursiku niejakiej DOROTY, lub jak kto woli - Tej co ma kota. Dziękuję  :)







Pierwsze takie, więc proszę o przychylne przyjęcie :)






A teraz jajo










I na koniec choineczki










A teraz coś, co według mnie jest kolażem, zresztą inaczej nie potrafię :) Jeśli jednak nie spełnia wymogów, to Anulka bierz co chcesz i zrób z tym porządek. Ja posta muszę dzisiaj, bo jutro obowiązki od rana ...

Edytowany - kolażyk podmieniony - autor Anulka  :)







No tak, jeszcze banerek i pędzę do żabci 






Pięknie dziękuję za tak miłe przyjęcie mojego TUSALowego misia, który dostał imię Feluś :)
Kiedyś zrobiłam kursik na Wojtusia, o TU. Zasada wykonania jest taka sama, najpierw obrabiamy słoik, a później dorabiamy resztę. Z wełną jest o tyle prosta sprawa, że jest miękka i zawsze można co nieco kształt poprawić wypełnieniem :)


I to na tyle. Pozdrawiam i do zaś :)


niedziela, 10 stycznia 2016

TUSAL 2016 - odsłona 1


Odwiedzając Wasze blogi, czasem trafiałam na posty z podobnym tytułem ( inna data ).  Docierałam do zasad tej zabawy, by w kolejnym roku  ... znów przegapić termin  zapisów. OMC ( o mało co ) w tym roku byłoby podobnie. Ale - prawie rzutem na taśmę - zdążyłam. Tegoroczną zabawę,  prowadzi PROMYK  :-)

Jeden z punktów zabawy mówi, żeby ozdobić słoiczek w sposób, który jest bliski naszej pasji . Hmmmmm, wybór był trudny, bo jak wiecie, robię różne rzeczy,  jednak w tym momencie mogłam niewiele. Co zatem wymyśliłam ? Popatrzcie i oceńcie sami.







Nikt nie mówił, którędy słoik ma być napełniany i jak ma stać. Zatem potraktowałam go odwrotnie, bo u mnie nic nie może być takie proste i oczywiste :)







Zapewniam, że to nadal jest słoik, na dowód dorzucam jeszcze kilka zdjęć.












Tutaj,  to wygląda,  jak by siedział na nocniczku, a niech tam sobie siedzi :)


















Zaskoczyłam podejściem do tematu ?  Miś w szaliku, bo mamy odsłonę zimową. A że już ciut późno, zatem jakość zdjęć jest,  jaka jest, za co z góry przepraszam. A może jednak z dołu ...  najpierw były zdjęcia, a teraz przeprosiny za dyskomfort ;)

Justynko, jeśli całość nie spełnia wymogów zabawy, proszę o krytyczne uwagi, zdążę jeszcze w wymaganym czasie,  zrobić coś innego. Chciałam się nie spóźnić z datą nowiu, co niniejszym mi się udało.  Jeśli jest w porządku, to zrobię nowe zdjęcie, w świetle dziennym i podeślę w stosownym terminie.

A teraz i Was proszę o wyrażenie swojego  zdania na ten temat, oczywiście  jeśli jest ktoś chętny  :)

Dzięki za ocenę mojego pudełeczka. Może kiedyś pobawimy się razem ?
Pozdrawiam i do zaś :)



piątek, 8 stycznia 2016

Kartonaż ...


Taki tytuł, żeby nie powiedzieć, że znów wszystko przez Danusię :)
Przysłała mi w prezencie takie pudełeczko ( kto przeoczył, zapraszam TU )  i po prostu olśnienie. Po co ja mam kupować pudełka, jeśli środki do zrobienia takich, mam na wciągnięcie ręki i to zdecydowanie w niskich cenach lub całkiem darmo, jako odpad z czegoś tam. Wiem, że to co zaraz pokażę, to pełna partyzantka, ale cóż zrobić, jak " Czasami człowiek musi, inaczej się udusi " , jak to śpiewał pewien Jerzy  :)


































Wybór dekoracji na wieczku nie jest dziełem przypadku.






Pudełeczko zostało przeze mnie zaadoptowane,  na frywolitkowe narzędzia, czółenka, których się już ciutek uzbierało ...






O,  nawet jeszcze kilka się znalazło, a parę , to jeszcze " diabeł ogonem nakrył ". Do tego wrzucam cieniutkie szydełka i miarki do pikotków, które sobie wycięłam z jakiś nieaktualnych kart bankomatowo - zakupowych, bo u mnie wszystkie pikotki muszą być równe, a nie na oko, bo na oko, to podobno chłop w szpitalu ;)






I tutaj już zawartość, wraz z jakimiś wcześniej zaczętymi,  tajnymi projektami :)






Ponieważ uczymy się na błędach, więc pewne rzeczy  możecie wyeliminować, dzięki moim podpowiedziom.
Wyjaśniam, co jest nie tak. Najprościej - nic nie jest tak jak powinno :)  Kompletnie niezgodnie z zasadami kartonażu. Ale ponieważ chciałam ( czyt. musiałam :) spróbować, a jedną ręką i 3 palcami drugiej za wiele poszaleć się nie da, wymyśliłam sobie swój sposób połączenia ścianek - od razu wszystkie pokryte jedną warstwą materiału, było fajnie dopóki nie zaschło i nie zesztywniało ( powinno być osobno i dopiero łączone, albo 3 i ostatnia osobno ).  Zamykać się miało na magnes - widocznie mój materiał jest zbyt gruby, a siła magnesu zbyt słaba, bo jak widać nie domyka się. Jak już wiedziałam, że nie jest tak, to boczne  przegródki okleiłam na prosto, wkleiłam tak jak leci bez zakładek i tyle. Kiedyś, jak  dorwę jakieś zamknięcie,  to sobie zamontuję, a teraz, jak dla mnie, może być :)


A na koniec obiecane bułeczki. Coraz częściej je piekę, a że moja rodzinka lubi takie niczym nie sypane, to jest według życzenia.






Przepis zaczerpnęłam od DANUSI


SKŁADNIKI: na 16 bułeczek

                 ---50 dkg mąki pszennej typ 450

                 ---2 dkg świeżych drożdży lub 1 paczuszka instant (7 gram)
                 ---1 jajko
                 ---1/4 litra ciepłego mleka
                 --- 1 lekko kopiasta łyżka masła
                 ---ok.1 łyżki maku,siemienia lnianego lub sezamu
                 ---1 jajko  do posmarowania
                 ---1 płaska łyżeczka soli morskiej
                 --- 2 łyżeczki cukru
                 ---papier do pieczenia (papier do bułeczek czy ciasteczek używam kilka razy)

Mąkę przesiać do miski (można mikserem) drożdże instant wsypać do lekko ciepłego mleka, dodać masło, dodać jajko i dobrze rozmieszać. Wlać do mąki,wsypać sól, cukier i wyrobić ciasto. Jeżeli korzystamy ze świeżych drożdży trzeba zrobić rozczyn i pozostawić do wyrośnięcia dopiero wyrabiać ciasto. Wyrobione ciasto przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto lekko zagnieść i podzielić na dwie części formując dwa wałki. Każdy z nich pokroić na 8 lub 12 kawałków ( jeżeli chcemy mniejsze) i uformować bułeczki . Każdy kawałek ciasta rozpłaszczamy lekko na taki placuszek i zbieramy ciasto górą coś w rodzaju sakiewki i spłaszczamy lekko. Bułeczki nacinamy ostrym nożem lub żyletką i kładziemy nacięciem do blaszki z papierem. Pozostawiamy do wyrośnięcia. Potem odwracamy, smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy makiem, sezamem itp.Piec w piekarniku nagrzanym do 190 stopni C ok.15-20 minut. Pozostawić do lekkiego ostudzenia i można jeść ciepłe.


Bułeczki są przepyszne, nie zawierają dużo drożdży, dlatego żołądek nie protestuje, nawet jak zjemy na ciepło. Dziękuję pięknie Danusiu :)
Odsyłam Was na tego cudownego bloga, pełnego świetnych sprawdzonych przepisów .
Na dziś to tyle. Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 6 stycznia 2016

Tylko raz.


Do kolejnej metamorfozy przymierzałam się już dawno, a ściślej, od czasu, kiedy to moje osobiste  dzieci, wyrzuciły kosz, który nawiasem mówiąc na pewno już nie zdobił, choć chyba jeszcze nie straszył, ale był już w pobliżu tej delikatnej różnicy.  Z wierzchu oklejony był takim plastikowym czymś, co się już poodklejało dookoła, pozwijało, pomarszczyło i zesztywniało, sam w sobie był cały, zrobiony z drewna i sklejki, no więc wiadomo - jak się rzekło tutaj już nie jeden raz - nie ma takiego złomu, co się nie przyda w domu, żal było wyrzucić, więc czekał na swoje 5 minut.  No i w przerwach,  pomiędzy innymi zajęciami,  pobawiłam się nieco. A co z tych zabaw wynikło ?






Z drugiej strony






I małe zbliżenia. Jak widać przetarłam go nieco tu i tam, bo takie wyraźne krechy mi tu nie pasowały, jakoś zbyt " sterylnie " . Mam rację ?






Jak by ktoś pytał, to kosz jest całkiem spory, wysokość 30 cm, obwód 70 cm.






Sprawę miałam nieco ułatwioną, gdyż w tle był ciemny, pomalowałam go farbą akrylową firmy Beckers, jaka mi zostało po malowaniu kuchennych paneli, więc cudnie się wkomponował, ale czy zostanie w tym miejscu, to raczej,  na pewno,  wątpię :)






Mój dom,  to raczej nie muzeum, ale zapewniam, że kosz na stole kuchennym to raczej jeszcze nie urzęduje. To jedyny taki dzień, a skoro tylko raz ma ten zaszczyt, więc chwilo trwaj  :)






I to by było na tyle. 
Dziękuję pięknie za tak miłe przyjęcie moich potubowych organizerów. Spodobało mi się to określenie, więc je zaadoptowałam do prywatnych celów :)  Dziękuję Wszystkim za wizyty i zapraszam częściej :) 
Pozdrawiam jeszcze świątecznie i do zaś :) 


niedziela, 3 stycznia 2016

Wszystko przez Danusię !


Witam Wszystkich, żeby nie powiedzieć - o rok starszych, powiem - o rok mądrzejszych :)
Nie lubię podsumowań, ale mimo woli spojrzałam na ilość postów, które napisałam w ubiegłym roku i jakoś marnie to wygląda w porównaniu do lat ubiegłych  ...  Ale - jak policzę - to wychodzi, że przeciętnie pisałam coś nowego co 4 i powiedzmy - pół dnia, no to chyba nie jest tak źle, prawda ?

No dobra, teraz co Danusia narozrabiała ? Otóż przysłała mi przepyszne pierniczki w takiej oto tubie.







Spojrzałam krytycznym okiem na to, co dzieje się na biurku, za  komputerem, bo to co się czasem dzieje przed i obok, to jest raczej nie do pokazania :) 






Postanowiłam to jakoś delikatnie uporządkować. Przecięłam tubę na dwie nierówne części ( żeby nie było, że tak mi wyszło, to był zabieg zupełnie świadomy ) ,   zrobiłam delikatny decu i wyszło mi takie cosik. 






Potem poprzekładałam to sobie mniej więcej i nie mogłam się zdecydować, które zdjęcie wkleić, więc dodałam oba :)










I moje ulubione porównanie, w każdej dziedzinie - przed i po. 
Czy ja wiem, czy się zmieniło na plus ? Ale zawsze to jakaś zmiana   :)







A wszystko to przez Danusię, bo jak by mi pierniczków nie pakowała do tuby, to by dalej tak było,  jak było :)

Po świętach dotarła do mnie karteczka z http://janeczkowo.blogspot.com/ Życzenia są na cały rok, nie ważne, że PP nawaliła, dziękuję Ci pięknie  Janeczko :)






Na koniec proszę Hanię i Jadzię , o przesłanie mi swoich adresów. Macie u mnie nagrody za odgadnięcie zagadki. Póki co, to jeszcze proszę o chwile cierpliwości, 7 stycznia okaże się , czy zacznę wreszcie normalnie  funkcjonować, czy wrócę z ręką na temblaku . Póki co,  już nic nie gadam i spadam. Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 30 grudnia 2015

Ku przestrodze !


Pośpiech, jest wskazany, ale tylko przy łapaniu pcheł !
No to może zacznę od początku ...

Jako że moje łapki,  nadal nie działają prawidłowo i nie we wszystkich gatunkach rękodzieła,  chcą ze mną zgodnie współpracować, po komentarzu Beatki , pod moją bombeczką, postanowiłam się zabawić. To co zamierzałam było w sam raz. A zamierzenia były,  że HO-HO !!! Kto nie czytał, to małe wyjaśnienie - że to niby bombeczka, którą wcześniej pokazywałam,  to takie mistrzostwo. Postanowiłam  się  przyłożyć i zrobić prawdziwe małe cudo, żeby udowodnić, że na prawdę można piękniej, bo to nic trudnego ...   W tym celu w tempie błyskawicy opanowałam zimną porcelankę, ulepiłam zimowe drzewo, na którym miała zawisnąć mała opona, obok uśmiechnięty bałwanek, zbudowałam przecudną ( tak mi się wydawało ) chałupę, miało być ogrodzenie, skrzynka na listy i takie tam drobiazgi. Nie przewidziałam jednego, że jakimś cudem bombeczka, która w poprzednim wcieleniu zmieściła w swym wnętrzu kościół, wieżę ratuszową, domki i choinkę wraz z innymi krzakami, teraz nie pomieści drzewa ... Samo drzewo wlezie, a chałupa już nie. Obniżyłam nieco poziom śniegu i dalej nic z tego. Zrezygnowana, rzuciłam to wszystko " cuzamen do kupy ", dodałam jakieś przypadkowe krzaczki i wyszło takie zwyczajne coś ...































a miało być tak pięknie ... jak by ktoś chciał zobaczyć drzewko, które się nie znalazło w środku, to proszę bardzo, opony nie zawiesiłam, no bo po co ...






Nadal twierdzę, że można, tylko na to potrzeba czasu, a nie dwa dni i muszę z pokorą to przyjąć do serca. Czy to co zrobiłam,  zamknę w bombeczce ? Na tę chwilę,  na pewno nie ( i  niech postoi trochę,  ku przestrodze ! ) , jeśli  zaistnieje taka potrzeba, to się zastanowię,  niestety, jeśli nie mam przekonania do czegoś ... ten typ tak ma :(


A teraz zaległości.

Jeszcze przed świętami,  dostałam paczuszkę od ANI, u której zapisałam się na Urodzinowe Candy, były 3 kategorie nagród. Zapisała się mała ilość osób i ta szalona dziewczyna postanowiła bez losowania obdarować Wszystkich. Do mnie przyleciał cudny bukiecik w filiżance  z papierowej wikliny, stos serwetek, woreczek przydasi i świąteczne życzenia. Dziękuję Ci pięknie Aniu :)






Druga paczuszka od DANUSI , prześliczne pudełeczko w kształcie książki, w środku drobiazgi zbyt osobiste na pokazanie, egzotyczna herbatka i do niej cała tuba przepysznych pierniczków, które w tak zwanym międzyczasie w dziwny sposób wyparowały ...  teraz zauważyłam, że wraz z kuchenną rękawicą, która okazała się niezwykle przydatną i już zajmuje swoje miejsce obok piekarnika, ale jak wygląda rękawica, to Wszyscy wiedzą. Dziękuję Ci Danuś  :)






I na koniec podziękowania, za karteczki z życzeniami, które  do mnie przesłały  ( kolejność przypadkowa )

http://byranya.blogspot.com/






http://misiowyzakatek.blogspot.com/






http://matematyczneesy-floresy.blogspot.com/






http://bonna-art.blogspot.com/






http://iwanna59.blogspot.com/






http://fotoogrod.blogspot.com/






Dziękuję pięknie za ciepłe słowa i pamięć :)

Ja z różnych powodów nie wysyłam kartek, ale zawsze życzę Wszystkim Wszystkiego co Najpiękniejsze i tymi słowami, żegnam się z Wami.Nie lubię żadnych podsumowań, dlatego powiem krótko.

DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁYM ROKU  ;)