Moje prace

Moje prace

sobota, 18 kwietnia 2015

Wstążeczki po raz drugi.


Żeby nie było, tym razem na blogu pojawią się jako pierwsze, a na Fb poleci jak wrócę, bo mam dziś wychodne. Zaczynamy od irysa, jak dobrze zrobicie, to na koniec wyjdzie  taki.




Zaznaczyć 3 punkty ...






wstążeczkę od tyłu wbić w środku pomiędzy punktami ...






zrobić pętelkę, wrócić do tyłu w punkcie wyjścia, pętelki nie przeciągnąć  do końca ...





wyjść na prawą stronę w górnym zaznaczonym punkcie, przełożyć przez pętelkę i wrócić do tyłu ...






delikatnie zaciągnąć, zostawić lekki luz, żeby nam nie wychodziło na płasko.






Wyjść w prawym zaznaczonym punkcie ( ja sobie zaznaczyłam trochę źle, jak widać, nic się nie stało, wbiłam się poniżej i jest lux, używam znikającego pisaka, w tym momencie nie ma już śladu po zaznaczeniach ), przełożyć wstążeczkę pod pętelką i wrócić do tyłu wbijając igłę w lewy zaznaczony punkt.






Mały irysek gotowy.






Większy irys. Zaznaczyć 6 punktów, mniej więcej w takim układzie, 2 na górze, środek i 3 krótsze bardziej rozstawione na dole  ...






wbić się w środek ...






następnie w jeden z punktów - wszystko jedno w jakiej kolejności, wstążeczkę kładziemy luźno i wbijamy się w jej środek przeciągając do tyłu.






Wstążkę w drugim kolorze,  wbić od tyłu w punkcie środkowym, a następnie  w prawy dolny punkt ...






kłaść luźno, przebić przez wstążeczkę, wyjść do tyłu ...






teraz z lewej strony ...






na koniec środek, ten płatek jest krótszy od dwóch bocznych.










Cieniutką żółtą wstążeczką wyjść w środku, wbić na prosto  w dolny środkowy płatek i wrócić do tyłu.






Kwiatki gotowe.






Łodyżki z kordonka/ muliny ...






Listki - kolor zieleni powinien być inny, ale nie mam. Kiedyś obrazek  dokończę, na razie jest taki dla celów poglądowych.






Na specjalne życzenie Anulki  -  różyczka.
Zaznaczyć 5 punktów z nici/ kordonka/ muliny wyszyć " gwiazdkę ".






Wyjść wstążeczką w środku gwiazdki ...






szyjąc tyłem igły ( nie zahaczy się nigdzie ) lecimy dookoła raz nad, raz pod nitką. Ponieważ nitek jest nieparzysta ilość, na pewno zawsze będzie dobrze :)






Im więcej razy przełożymy, tym kwiatek będzie bardziej 3D, a nie płaski. Jak widać niteczki nam schowały się pod wstążeczką. Nie trzeba pilnować, żeby było równiutko, jeśli wstążka nam się obróci na stronę prawą/ lewą, tym ciekawszy wyjdzie kwiatek. Ważne, żeby nie była mocno poskręcana w korkociąg.






Prawdziwy kwiatek bzu.
Chcąc wyszyć takie cudne jak szyje Anstahe , o na przykład TU , to trzeba się napracować.

Zamiast wstążeczki narysowałam prostokącik, żeby było lepiej widać ,  dzielimy go na 4 części





tak jak jest zaznaczone, trzeba szyć fastrygą, nitką krawiecką w kolorze wstążki ...






Odciąć wstążeczkę o długości ok. 6 cm, brzegi przypalić ( zapalniczka/ świeczka ) , złożyć na pół i jeszcze raz na pół, mocno zagiąć - to są bez rysowania nasze linie szycia ...






Tak szyć - wchodzimy z jednej strony, wychodzimy z drugiej ... Teraz zauważyłam, że na poprzednich zdjęciach,  nie narysowałam ostatniej linii szycia, tu jest prawidłowo.






tu już przeszyte na wstążce ...






ściągnąć  i powstaje taki kwiatek( położyłam obok wcześniej zrobionej różyczki ).






Jeszcze tylko doszyć np. łapiąc żółtą wstążeczką i od razu  mamy  jednego kwiatka bzu ze środeczkiem, niestety,  jak wiadomo,  potrzeba ich baaaaaardzo dużo. Można szyć jedną wstążeczką,  bez odcinania na poszczególne kwiatki, ale to już wyższa szkoła jazdy :)






Na koniec podziękowanie dla Kornelii . Z okazji 100 posta i własnych urodzin ogłosiła zabawę, kto wysłał karteczkę z życzeniami dostał prezencik :)  Dzięki bardzo :)






I to na tyle. Mam nadzieję, że w miarę czytelnie, jak dla mnie bardziej obrazki, niż słowo pisane.
Miłego hafcenia, a ja już nie gadam i spadam.
Do zaś Kochani :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wstążeczki krok po kroku.


W sumie,  to całkiem niedawno, sama zaczynałam się bawić  tymi kolorowymi paseczkami, które ludzie zwykli nazywać wstążeczkami, a dziś udaję znawcę i dzielę się z innymi swoją wiedzą. Tak bardzo mnie cieszy, że jestem w stanie przekazać co nieco i że są chętni tę wiedzę posiąść :)

Tak się złożyło, że zupełnie przypadkiem, w odpowiedzi na komentarz, na grupie szydełkowej na Fb pokazałam swój wstążeczkowy obrazek, o TEN . W godzinkę stuknęło mu ze 350 polubień, po prostu szok ! I co się okazało - nie ma na Fb grupy,  pod nazwą Haft wstążeczkowy, a zainteresowanie jest. Kasia czym szybciej założyła taką i uczyniła mnie administratorką, numer nieprzeciętny, który stał się faktem :)

No i poszło. Postanowiłam przekazać dalej, tę odrobinę wiedzy,  którą posiadam. Co prawda zapowiedziałam większą pracę, ale w tak zwanym międzyczasie, zrobiłyśmy coś mniejszego. Ewunia  wyraziła potrzebę publikacji tego na blogu, szału nie ma, ale proszę, oto po kolei, jak powstawał mój obrazek.

Edycja posta 15. 04

Do Haftu wstążeczkowego potrzebujemy  - luźno tkane płótno - wtedy jest łatwiej, choć można wyszywać na wszystkim, ramkę, lub tamborek, do napięcia, różnej szerokości wstążeczki,kordonki, mulinę, zwykłą nitkę do podszywania końcówek i igły, długie z dużym oczkiem. Trwają dyskusje jaka ma być ostra czy tępa, każdy musi spróbować, tym pracujemy, co nam lepiej pasuje, ja szyję ostrą.
Zapomniałam, że czasem bardzo przydatna jest przeźroczysta nitka, taka jak do szycia soutache.





Płótno napinamy najmocniej jak się da ...




Zaznaczamy w jakim miejscu wyszywamy naszego tulipanka. Nawlekamy wstążeczkę i na  początek zawiązujemy niezbyt mocno supełek, przebijamy się od tyłu w przód u dołu kwiatka,  ładnie  układając wstążeczkę, żeby była na prawej stronie.





Układamy luźno, wbijamy igłę przez środek wstążeczki na górze kwiatka, delikatnie przeciągając. Nie walczymy z igła i wstążką, to ma być luźno, nie naprężane, żeby nie wyszło płasko i pościągane.





Pierwszy płatek gotowy.




Wychodzimy znów z dołu ...





wbijamy się z prawej strony płatka i z prawej strony krawędzi wstążki ...




używamy igły pomocniczej, którą wprowadzamy jak widać ...




delikatnie ściągamy wstążeczkę, dzięki igle powstaje takie zawinięcie, jak w naturalnym płatku ( może być, nie musi ) .






Z lewej strony odbicie lustrzane, przed uszyciem można wypełnić czymś, wtedy kwiatek zrobi się przestrzenny.









Gotowe. Na koniec odwiązać supełek który zrobiliśmy na początku i zaszyć końce wstążeczki.
Małe wyjaśnienie. Jeśli szyjemy na ramce, która zmieści wszystkie supełki, końce wstążeczek i to wszystko co jest nieładne , to możemy sobie darować zabawę w ładne zakańczanie pracy i tak nie będzie widać :) Ale jeśli haftujemy wstążeczkami na czymś,  co jest z tyłu płaskie, lub na odzieży, czy innych rzeczach użytkowych,  to niestety musimy tak wszystko robić, żeby lewa strona też wyglądała poprawnie.






Podobnie szyjemy pozostałe tulipanki.






Supełek. Wyprowadzamy wstążeczkę od tyłu w przód, okręcamy dookoła igły raz, lub dwa razy ( większy supełek ) ...





wbijamy igłę tuż obok wyjścia ( nie w ten sam punkt, bo nam się wywlecze ), pociągamy za wstążeczkę, aby zawinięcie " zeszło " w dół i przebijamy się na lewą stronę.






Powtarzamy czynność w ilości mega hurtowej, supełek, przy supełku.





Gałązki. Cieńka wstążeczka, wychodzimy u dołu kwiatka, okręcamy, wbijamy na dole ...










tak z wszystkimi. Może ktoś zauważy, że po co wyszyłam łodyżki, jak  później i tak ich nie widać, czasem jest widać, jak się wyszyje mniej listków, albo patrzy na obrazek pod innym kątem :)






Dorzuciłam trochę trawek,  też szytych supełkami, tylko z kordonków w różnych odcieniach zieleni.









Listki, to dłuższe lub krótsze odcinki wstążeczek wciskane we wszystkie wolne przestrzenie. Szyjemy je na prosto, lub podobnie jak płatek tulipanka.













Lubię dużo zielonego, nie da się ukryć :)
Żeby nie było tak prosto, gałązki bzu mogą być bardzo pracochłonne, wtedy szyjemy pojedyncze kwiatki i łączymy je w jedną gałąź, cudnie jest. Pokażę innym razem.






W zasadzie wszystko widać po kolei, jak się szyje, ale jeśli ktoś wyrazi potrzebę,  przeczytania słowa pisanego, to dodam opis. Albo zapraszam o TU   Są  lekcje po kolei , opis i gotowe prace niesamowicie uzdolnionych " uczennic "  :)

Na koniec bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Jesteście niesamowite, a Wasze  historie,  są nie mniej ciekawe,  od mojej, fajnie się czyta takie komentarze pisane prosto z serca :)

Gorąco witam nowe obserwatorki, rozgoście się proszę :)
Pozdrawiam i do zaś :)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Talent ?


Takiego posta jeszcze u mnie nie było. Zero obrazków, tylko same słowa. Trochę refleksyjnie, trochę wspomnieniowo, trochę by wyjaśnić.

Po niektórych, zwłaszcza wymiankowych prezentacjach, pojawiało  się sporo komentarzy i u moich blogowych koleżanek i u mnie, o rzekomym talencie, jaki to niby posiadam. Owszem, fajnie  się czyta, ale to nie jest prawda, zawsze to powtarzam, zero talentu. Moja proporcja,  wygląda mniej więcej tak  10 % pomysłu, 20 % odwagi, a reszta to praca, praca i jeszcze raz praca. Zaraz Wam opiszę, co autor miał  na myśli.

Musimy się cofnąć w czasie, gdy jako młode pacholę, często chorowałam spędzając czas w łóżku. Leżeć się nie dało, sprężyny gniotły w doopę, doopka zmasakrowana zastrzykami ... poprosiłam rodzicielkę, aby mnie nauczyła szydełkować - odpowiedź krótka - a na co ci to ? A że ja się tak łatwo nie poddaję, wzięłam szydełko i sama zaczęłam kombinować. Wydziergałam dłuuuugi łańcuszek, którego jeden koniec miałam w łóżku, a drugi uwiązałam bratu do ręki, że to niby jak coś będę potrzebować, to będę za niego pociągać i wtedy przyjdzie, bo wrzeszczeć nie mam siły ( głosu )  No ale ten,  cwana bestia, przewiązał mój łańcuszek i zamiast brata, szarpałam krzesło :)

Kolejnym moim wytworem był berecik dla lalki. Wyszedł pokracznie, bo inteligentnie zaczęłam go robić od dołu, więc wyszedł  poskręcany i bardziej przypominał korkociąg.

Od czasu ukończenia 6 klasy szkoły podstawowej, gdy to już byłam na tyle " dorosła ",  by pokonać odległość 550 km - PKP,  5 przesiadek ponad 12 godzin podróży ( na dodatek z niespełna rocznym bratem, ale to tak całkiem na marginesie ...  )  - spędzałam wakacje u najukochańszej Babci , na Kaszubach. To dlatego ten rejon Polski jest mi tak bliski, bo ludzie tam fantastyczni, pracowici, piękne miejsca, echhh wspomnienia. Dobra, wracamy do opowieści. Tam się rozwinęły moje szydełkowe zapędy. Podglądałam Babcine serwety i robiłam je po swojemu, wymyślając różne cuda. Kiedyś wpadłam na pomysł zrobienia szydełkowego wazonu - tu się kłania 10 % pomysłu. Na co odwaga zapytacie ? Już lecimy dalej. Kształt wazonu wyszedł mi taki, że żeby go usztywnić potrzebowałam słoiczka po śmietanie i na to odwrócona musztardówka ( szklaneczka po musztardzie - popularna w latach 70 ). Dobra, włożyć toto do środka, jak było miękkie nie problem, ale żeby wyjąć to tylko młotek ...  Wszystko byłoby ok. gdyby moje dzieło nie spodobało się ciociom i ciociobabciom i dziergałam w ilościach hurtowych, w ten sposób wytłukłam  całą cenną " zastawę stołową " , trzeba było wykazać się niezłą odwagą, by Dziadkowi podprowadzić taką ilość. Druga część odwagi, znów skierowana w stronę Dziadka - był pszczelarzem, a cukier na kartki, więc komu i co trzeba było gwizdnąć, by te wazony usztywnić :)

Albo inny przykład. Mój Dziadek był inwalidą i jeździł na takim fajnym wózku, który się nazywał Pikolo. Dostawał co jakiś czas z przydziału dermę, do zmiany pokrycia. Była ona sobie w kolorze, jak to teraz mawiają moje córki - oczojebnym. Wpadłam na pomysł zrobienia takiej torby, pocięte kwadraty i prostokąty, dookoła dziurkaczem zrobione dziury i obrobione kolorową włóczką. Wierzcie na słowo, kiedyś to był pomysł racjonalizatorski .  Wciągnęłam Babcię w konspirację i podprowadziłyśmy Dziadkowi kawałek dermy. Zrobiłam torbę i dopiero wtedy się przyznałam. Torba została przyjęta entuzjastycznie i znów wszystkim ciociom, i ciociobabciom musiałam takie same zrobić. W tym czasie moja prawdziwa ciocia - siostra Mamy - chodziła z chłopakiem, który dopiero co poznawał całą liczną rodzinę. Kiedyś powiedział - gdybym miał wątpliwości, to was wszystkich to po tych torbach mogę poznać :)

Szycie ? Też opanowałam sama. Moja Mama potrafi szyć, ładnie,  technicznie,  równiutko. Wieki temu,  prosiłam,  żeby mnie nauczyła, ależ gdzie tam, nie ma mowy ! Ok. Dam se radę :) Sprzedałam butelki i makulaturę,  kupiłam sobie  igły, nici, jakieś materiały w resztkach i jak Mama szła do pracy, ja najpierw zapamiętywałam dokładnie jak była ustawiona maszyna, później sama sobie dawałam lekcję, na koniec której maszyna wracała do pierwotnego położenia i nikt nic nie wiedział. Dopiero w ubiegłym roku się przyznałam, że takie numery odstawiałam. Nie będę więcej zanudzać, tyle przykładów wystarczy  :)

Ten post zaczęłam pisać już jakiś czas temu i wisiał sobie w czasoprzestrzeni. Miałam zamiar go skasować. Ale obiecałam pewnej osobie,  co to kocha koty  ... a ostatnio też,  przeczytałam na Fb , rozżalony post/ apel młodej dziewczyny, której pasji nikt nie rozumie, wręcz przeciwnie nawet od rodziny słyszy " A na co ci to " ! Gdybym ja się wtedy przed laty poddała, gdybym przyjęła sobie do serca słowa " A NA CO CI TO " , czy powstałyby jakieś moje prace, czy ktoś by napisał coś o talencie ? Nie sądzę, a blog by nawet nie istniał. Obecnie dzięki internetowi,  nawet rękodzieło nie jest problemem. Opanowanie różnych technik to kwestia czasu i samozaparcia. W ten sposób nauczyłam się wiele. Podsumowując. Jak się chce,  to się można nauczyć, a słowo Talent, to rzecz względna, dla mnie oznacza ciężką, aczkolwiek przyjemną pracę. A refleksyjnie -  jeśli młode pacholę wykazuje chęci, pomóżmy, może i się zniechęci, ale sami nie zniechęcajmy !

No dobra, chociaż serduszko Wam zostawiam i jak to mawia Ilonka - Buziam Was :)








środa, 8 kwietnia 2015

Też tak macie ?


Witam poświątecznie :)
Jak w tytule, im więcej zajęć, tym bardziej robicie zupełnie coś innego ?

Zacznę od swoich prac, które tuż przed świętami powstały, żeby nie powiedzieć w Wielki Czwartek.
Basia  pokazała na swoim blogu jako inspirację, a ja to przerobiłam na swoje potrzeby. Mój wianek powstał na niewielkiej styropianowej bazie w kształcie jaja. Ogólnie prezentował się dużo ciekawiej, niż to widać na zdjęciu :)













Z potrzeby chwili powstała taka 1,5 litrowa flacha ...






miała być na bazie, co się w niej znalazło, tego nie wiem  :)






A teraz pięknie dziękuję moim " zajączkom " , kolejność przypadkowa ...

Sabince :)






Okularki moje, pokazuję jak idealnie dobrane etui, bo są wysokie i nie we wszystkich się mieszczą ...











Teni :)






Basi :)






Janeczce :)



















Bożence :)





Prezenty i karteczki są przecudnej urody, a  ja poczułam się jak młode pacholę,  latające z koszyczkiem po łące. Dziękuję Wam Wszystkim z całego serducha  :)

I to by było na tyle. Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 1 kwietnia 2015

Tuż przed świętami ...


spotkała mnie ogromna niespodzianka. Niby wiedziałam, niby się spodziewałam, a zawsze jest ten moment zaskoczenia, który cieszy. Jakiś czas temu umówiłam się z Ewunią na prywatną wymiankę. Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam dłuższy czas na wykonanie, a Efcia się uparła i zrobiła już :)  Chyba rozsądnie, bo akurat jest " jak znalazł " :) Są tacy,  co już widzieli, ale na ludziu jeszcze nie. Co prawda ludź się sam obfocił i to mega nieprofesjonalnie, a może właśnie o to ludziowi chodziło  :)






Teraz samo poncho...






zbliżenie na brzegowe wykończenie ...






i środeczek ...






ooooooooo znów się ludź pojawił :)






Ewunia to mega zdolna kobitka, zrobiła dokładnie tak, jak chciałam, długość, fason, wzór, kolor. Podobno - tak mówią co odważniejsi - mi dogodzić nie jest tak łatwo, jak widać, nie taki diabeł straszny ... Jeszcze raz pięknie dziękuję :)

Ponieważ to ostatni wpis przed świętami, a ja do nikogo nie wysyłałam kartek, chcę tą drogą złożyć Wszystkim najpiękniejsze  życzenia.

Zdrowych i wesołych Świąt, wielu radosnych spotkań w gronie rodziny,  przyjaciół  i  odrobiny wytchnienia. Tradycyjnie Pozdrawiam i do zaś :)