Moje prace

Moje prace

czwartek, 9 kwietnia 2015

Talent ?


Takiego posta jeszcze u mnie nie było. Zero obrazków, tylko same słowa. Trochę refleksyjnie, trochę wspomnieniowo, trochę by wyjaśnić.

Po niektórych, zwłaszcza wymiankowych prezentacjach, pojawiało  się sporo komentarzy i u moich blogowych koleżanek i u mnie, o rzekomym talencie, jaki to niby posiadam. Owszem, fajnie  się czyta, ale to nie jest prawda, zawsze to powtarzam, zero talentu. Moja proporcja,  wygląda mniej więcej tak  10 % pomysłu, 20 % odwagi, a reszta to praca, praca i jeszcze raz praca. Zaraz Wam opiszę, co autor miał  na myśli.

Musimy się cofnąć w czasie, gdy jako młode pacholę, często chorowałam spędzając czas w łóżku. Leżeć się nie dało, sprężyny gniotły w doopę, doopka zmasakrowana zastrzykami ... poprosiłam rodzicielkę, aby mnie nauczyła szydełkować - odpowiedź krótka - a na co ci to ? A że ja się tak łatwo nie poddaję, wzięłam szydełko i sama zaczęłam kombinować. Wydziergałam dłuuuugi łańcuszek, którego jeden koniec miałam w łóżku, a drugi uwiązałam bratu do ręki, że to niby jak coś będę potrzebować, to będę za niego pociągać i wtedy przyjdzie, bo wrzeszczeć nie mam siły ( głosu )  No ale ten,  cwana bestia, przewiązał mój łańcuszek i zamiast brata, szarpałam krzesło :)

Kolejnym moim wytworem był berecik dla lalki. Wyszedł pokracznie, bo inteligentnie zaczęłam go robić od dołu, więc wyszedł  poskręcany i bardziej przypominał korkociąg.

Od czasu ukończenia 6 klasy szkoły podstawowej, gdy to już byłam na tyle " dorosła ",  by pokonać odległość 550 km - PKP,  5 przesiadek ponad 12 godzin podróży ( na dodatek z niespełna rocznym bratem, ale to tak całkiem na marginesie ...  )  - spędzałam wakacje u najukochańszej Babci , na Kaszubach. To dlatego ten rejon Polski jest mi tak bliski, bo ludzie tam fantastyczni, pracowici, piękne miejsca, echhh wspomnienia. Dobra, wracamy do opowieści. Tam się rozwinęły moje szydełkowe zapędy. Podglądałam Babcine serwety i robiłam je po swojemu, wymyślając różne cuda. Kiedyś wpadłam na pomysł zrobienia szydełkowego wazonu - tu się kłania 10 % pomysłu. Na co odwaga zapytacie ? Już lecimy dalej. Kształt wazonu wyszedł mi taki, że żeby go usztywnić potrzebowałam słoiczka po śmietanie i na to odwrócona musztardówka ( szklaneczka po musztardzie - popularna w latach 70 ). Dobra, włożyć toto do środka, jak było miękkie nie problem, ale żeby wyjąć to tylko młotek ...  Wszystko byłoby ok. gdyby moje dzieło nie spodobało się ciociom i ciociobabciom i dziergałam w ilościach hurtowych, w ten sposób wytłukłam  całą cenną " zastawę stołową " , trzeba było wykazać się niezłą odwagą, by Dziadkowi podprowadzić taką ilość. Druga część odwagi, znów skierowana w stronę Dziadka - był pszczelarzem, a cukier na kartki, więc komu i co trzeba było gwizdnąć, by te wazony usztywnić :)

Albo inny przykład. Mój Dziadek był inwalidą i jeździł na takim fajnym wózku, który się nazywał Pikolo. Dostawał co jakiś czas z przydziału dermę, do zmiany pokrycia. Była ona sobie w kolorze, jak to teraz mawiają moje córki - oczojebnym. Wpadłam na pomysł zrobienia takiej torby, pocięte kwadraty i prostokąty, dookoła dziurkaczem zrobione dziury i obrobione kolorową włóczką. Wierzcie na słowo, kiedyś to był pomysł racjonalizatorski .  Wciągnęłam Babcię w konspirację i podprowadziłyśmy Dziadkowi kawałek dermy. Zrobiłam torbę i dopiero wtedy się przyznałam. Torba została przyjęta entuzjastycznie i znów wszystkim ciociom, i ciociobabciom musiałam takie same zrobić. W tym czasie moja prawdziwa ciocia - siostra Mamy - chodziła z chłopakiem, który dopiero co poznawał całą liczną rodzinę. Kiedyś powiedział - gdybym miał wątpliwości, to was wszystkich to po tych torbach mogę poznać :)

Szycie ? Też opanowałam sama. Moja Mama potrafi szyć, ładnie,  technicznie,  równiutko. Wieki temu,  prosiłam,  żeby mnie nauczyła, ależ gdzie tam, nie ma mowy ! Ok. Dam se radę :) Sprzedałam butelki i makulaturę,  kupiłam sobie  igły, nici, jakieś materiały w resztkach i jak Mama szła do pracy, ja najpierw zapamiętywałam dokładnie jak była ustawiona maszyna, później sama sobie dawałam lekcję, na koniec której maszyna wracała do pierwotnego położenia i nikt nic nie wiedział. Dopiero w ubiegłym roku się przyznałam, że takie numery odstawiałam. Nie będę więcej zanudzać, tyle przykładów wystarczy  :)

Ten post zaczęłam pisać już jakiś czas temu i wisiał sobie w czasoprzestrzeni. Miałam zamiar go skasować. Ale obiecałam pewnej osobie,  co to kocha koty  ... a ostatnio też,  przeczytałam na Fb , rozżalony post/ apel młodej dziewczyny, której pasji nikt nie rozumie, wręcz przeciwnie nawet od rodziny słyszy " A na co ci to " ! Gdybym ja się wtedy przed laty poddała, gdybym przyjęła sobie do serca słowa " A NA CO CI TO " , czy powstałyby jakieś moje prace, czy ktoś by napisał coś o talencie ? Nie sądzę, a blog by nawet nie istniał. Obecnie dzięki internetowi,  nawet rękodzieło nie jest problemem. Opanowanie różnych technik to kwestia czasu i samozaparcia. W ten sposób nauczyłam się wiele. Podsumowując. Jak się chce,  to się można nauczyć, a słowo Talent, to rzecz względna, dla mnie oznacza ciężką, aczkolwiek przyjemną pracę. A refleksyjnie -  jeśli młode pacholę wykazuje chęci, pomóżmy, może i się zniechęci, ale sami nie zniechęcajmy !

No dobra, chociaż serduszko Wam zostawiam i jak to mawia Ilonka - Buziam Was :)








środa, 8 kwietnia 2015

Też tak macie ?


Witam poświątecznie :)
Jak w tytule, im więcej zajęć, tym bardziej robicie zupełnie coś innego ?

Zacznę od swoich prac, które tuż przed świętami powstały, żeby nie powiedzieć w Wielki Czwartek.
Basia  pokazała na swoim blogu jako inspirację, a ja to przerobiłam na swoje potrzeby. Mój wianek powstał na niewielkiej styropianowej bazie w kształcie jaja. Ogólnie prezentował się dużo ciekawiej, niż to widać na zdjęciu :)













Z potrzeby chwili powstała taka 1,5 litrowa flacha ...






miała być na bazie, co się w niej znalazło, tego nie wiem  :)






A teraz pięknie dziękuję moim " zajączkom " , kolejność przypadkowa ...

Sabince :)






Okularki moje, pokazuję jak idealnie dobrane etui, bo są wysokie i nie we wszystkich się mieszczą ...











Teni :)






Basi :)






Janeczce :)



















Bożence :)





Prezenty i karteczki są przecudnej urody, a  ja poczułam się jak młode pacholę,  latające z koszyczkiem po łące. Dziękuję Wam Wszystkim z całego serducha  :)

I to by było na tyle. Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 1 kwietnia 2015

Tuż przed świętami ...


spotkała mnie ogromna niespodzianka. Niby wiedziałam, niby się spodziewałam, a zawsze jest ten moment zaskoczenia, który cieszy. Jakiś czas temu umówiłam się z Ewunią na prywatną wymiankę. Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam dłuższy czas na wykonanie, a Efcia się uparła i zrobiła już :)  Chyba rozsądnie, bo akurat jest " jak znalazł " :) Są tacy,  co już widzieli, ale na ludziu jeszcze nie. Co prawda ludź się sam obfocił i to mega nieprofesjonalnie, a może właśnie o to ludziowi chodziło  :)






Teraz samo poncho...






zbliżenie na brzegowe wykończenie ...






i środeczek ...






ooooooooo znów się ludź pojawił :)






Ewunia to mega zdolna kobitka, zrobiła dokładnie tak, jak chciałam, długość, fason, wzór, kolor. Podobno - tak mówią co odważniejsi - mi dogodzić nie jest tak łatwo, jak widać, nie taki diabeł straszny ... Jeszcze raz pięknie dziękuję :)

Ponieważ to ostatni wpis przed świętami, a ja do nikogo nie wysyłałam kartek, chcę tą drogą złożyć Wszystkim najpiękniejsze  życzenia.

Zdrowych i wesołych Świąt, wielu radosnych spotkań w gronie rodziny,  przyjaciół  i  odrobiny wytchnienia. Tradycyjnie Pozdrawiam i do zaś :)

niedziela, 29 marca 2015

Zarzekała się żaba błota ...


Broniłam się jak ... no nie powiem  kto i kiedy, ale mega inteligentni jesteście, to się domyślicie :)
W końcu i ja zawitałam na Facebooka. Póki co, to tak delikatnie, jakieś tam dwa zdjęcia, co dalej to się zastanowię, rozejrzę, może jakaś dobra duszyczka mi wyjaśni,  co  się robi, żeby zaistnieć, pokazać się z jak najlepszej strony, zostać przygarniętą do różnych kręgów zainteresowań i  takie tam. Parę osób zdążyłam zaprosić do grona znajomych, kto ma ochotę mnie ściągnąć do siebie, to się nazywam tak jak się nazywam, co widać po prawej stronie obok zdjęcia. Będzie mi miło jak choć jedna osoba mnie zaprosi  :)

No, to prywatę mamy załatwioną :)

Za mną pracowity tydzień. A do tego dziś,  w Niedzielę Palmową,  odbyły się już VIII Targi Wielkanocne, na  które  nasze Koło,  przygotowywało  poczęstunek/ degustację dla mieszkańców. Pracy było co niemiara, na szczęście wszystko się pięknie udało, pogoda dopisała, a chętnych było tak wielu, że zdjęć nie udało mi się zrobić, bo nie było kiedy.  Ewentualnie zapraszam na stronę e-niepolomice, gminny fotograf biegał z aparatem :)

Robótkowo powstało tylko parę karteczek, które pokażę, bo się za chwilę przeterminują.














Jedna na inną okazję ...







i parę zaproszeń, jak widać ...






może teraz bardziej widać :)






Chciałam wykorzystać grafikę chóru, ale nie znalazłam nic męskiego, a to jest taki własnie chór, stąd pomysł, na nuty. Nie ogłaszam konkursu, ale ciekawa jestem, czy ktoś zgadnie,  co to za melodia w tle  :)

Na dziś to tyle.
Życzę dobrego Wielkiego Tygodnia. Odpuśćcie sobie ten perfekcyjny  błysk w każdym kącie, bez wytartych kurzy na szafie święta też nadejdą i się odbędą ...  a my będziemy mniej zmęczeni, przez to bardziej radośni. Kiedyś,  nie tak dawno ktoś mi powiedział - jedni wolą porządek, a inni wolą być szczęśliwi, czego i ja Wam życzę :)
Do zaś Kochani :)

środa, 25 marca 2015

Obiecałam ...


Był piękny zimowy wieczór.  Za oknem lekki mróz, sypał śnieg, a my kończyłyśmy ostatnie robótkowe spotkanie, przed feriami. W klubie, na dużej sali,  dzieci miały swoje zajęcia, a my na małej swoje.

Po chwili,  do jednej z naszych pań,  podbiegła wnuczka,  wesoło wołając :
- Babciu, Babciu, szybko ubieraj się, mama już po nas przyjechała.
Ku mojemu zaskoczeniu,  Czesia  w tej samej chwili powiedziała :
- Popatrz Oleńko, to jest ta pani - tu wskazała na mnie - która ci zrobi piękny wianek do Komunii.
 I  dodała :
- Ja może już tego nie doczekam, ale ona na pewno Ci zrobi !
Natychmiast odpowiedziałam :
- Czesia, ale pieprzysz głupoty, Ty nie doczekasz, a  ja to niby na pewno doczekam ? !
Na to usłyszałam odpowiedź :
- Ty jesteś młodziutka, a ja,  to co innego ...
Powiedziałam wtedy :
- Z przyjemnością zrobię wianek dla Oli, jak tylko dam radę, ale Ty mi tu takich bzdur nie wygaduj !

 W pół roku, po tej rozmowie,  podstępna choroba nagle zaatakowała i w parę miesięcy  później,  zebrała swoje tragiczne żniwo. Nasza Czesia,  co prawda, miała kilka wiosen więcej ode mnie, ale bez przesady. I na pewno nie przeczuwała niczego w trakcie naszej rozmowy,  bo Jej choroba spadła na wszystkich,  jak grom z jasnego nieba  ... po czasie,  pamięć tamtej chwili,  powróciła i nabrała nowego wymiaru ...

W ubiegłym roku, w naszej miejscowości  nie było Pierwszej Komunii, dlatego dopiero teraz skontaktowałam się z córką Czesi i zapytałam,  czy chce, abym  zrobiła wianek, tak jak tego sobie życzyła jej Mama, przy okazji wspominałyśmy rozmowę sprzed dwóch lat ... To czego chciała Babcia,  dla swojej wnuczki, nie zawsze musi się pokrywać z tym, czego chce Mama dla swojej córki, stąd moje zapytanie. Jednak ustaliłyśmy, że prawdopodobnie w dniu Pierwszej Komunii,  Ola będzie miała wianek z żywych kwiatów, ale na cały biały tydzień i kolejne uroczystości, kiedy to dzieci będą chodziły do Kościoła w swoich komunijnych strojach,  potrzebuje też inny. Stres ogromny, bo nigdy takiego nie robiłam, a bardzo chciałam zrobić najpiękniejszy, jaki tylko jestem w  stanie wysupłać. Czesia we mnie wierzyła, ale nie usłyszę już Jej opinii, dlatego zwracam się z prośbą do Was ...










































Udało mi się dziecko wyciągnąć z łóżka skoro świt, więc włosy nieczesane, ale za to mała prezentacja,  na żywym obiekcie ...














Komunia, to nie ślub, według mnie powinno być ładnie, ale skromnie. Czy udało mi się spełnić oba te warunki ? Proszę o Wasze opinie, wyjątkowo bardzo proszę ...
Może jak Ola zobaczy wianek, to jednak zechce w nim przystąpić do Sakramentu ?

Pozdrawiam i do zaś .

piątek, 20 marca 2015

Finał, a właściwie dwa.


W dniu, w którym rano opublikowałam poprzedniego posta, po południu dotarła do mnie przecudnej urody przesyłka od BEATKI i w ten sposób nastąpił finał naszej blogowej wymianki. Ale żeby nie zarzucać Was swoimi wpisami, dopiero dziś się chwalę, a jest czym, mówię Wam, poszalała dziewczyna, oj, poszalała, popatrzcie sami, a jak wszystko zapakowane!




A tak w ogóle,  to było tak. Gdy się umawiałyśmy, Beatka powiedziała - poszukaj coś na moim blogu i powiedz co Ci się podoba, to zrobię. Siedziałam, oglądałam i ... powiedziałam,  że nie wiem co chcę. Jaka była riposta - no pięknie,  w całym moim blogu nic Ci się nie  spodobało :(
No ale nie to autor miał na myśli. Spodobało mi się, ale się bałam poprosić ... Określiłam tylko swój styl i o co mi chodzi i dałam zielone światło. I co Wam powiem - Beatka zrobiła dokładnie to, o czym marzyłam. Hura !!!

Przecudne bransoletki z rzemienia i misternie szytych maciupeńkich koraliczków, co to chyba krasnoludki pomagały Beatce nawlekać  na igłę ...






bo to nie są jakieś tam metalowe nakładki, to są szyte koraliki, po prostu kosmos ! Nazwa tego, to też kosmos, przynajmniej dla mnie :)






A tu już druga bransoletka, też szyta, tym razem przez rzemień, mistrzostwo !






Zawieszka, fantazja !






Kolczyki. Tu Beatka z lekka poszalała, ale czasem też trzeba błyszczeć :)






No i na koniec życzenia, jak widać :)






Fotograf ze mnie marny, zatem zapraszam na bloga http://byranya.blogspot.com/  na wizję lokalną. Beatko zrobiłaś mi niesamowitą niespodziankę, bardzo Ci dziękuję :)


No a teraz, żeby znów Was nie zarzucać postami pokazuję kolejny finał - tym razem moich jajecznych produkcji.
Na początek takie sobie jajco ...






teraz drugie jajco ...






a teraz żeby było widać jakie są malutkie, to postawiłam obok jajeczko od kury, ciutek ozdobione. Na każdym z  tych dużych jaj, motyw powtarza się 3 x a pomiędzy nimi, jest złoty sznurek. 







Tu dla odmiany decu na tkaninie...






to samo jajko z innej strony ...






dwa takie małe ...






i dwa większe od poprzednich, ale mniejsze od tego z materiałkiem :)






Na koniec dwa zmarźluchy, które ubrały się w sweterki :)






I na tym jajowy temat, uważam za zamknięty.
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem.
Pozdrawiam i do zaś :)