Moje prace

Moje prace

czwartek, 12 czerwca 2014

Przychodzi baba ...


... do fryzjera i mówi - kochaniutka, zrób mi coś z tymi włosami, ale szybciutko, bo mnie szpilki w d .pe uwierają ...  pani fryzjerka rach, ciach i zrobiła tak :)





















Z wrażenia to aż się  babci fartuszek zaokrąglił :)






Do tego lekko zmieniła profil okularków i babcia szaleje ... przyznam, że chyba ta wersja najbardziej mi się podoba :)





Pewnie  za niedługo dołączy do niej jakiś dziadziuś po liftingu, a póki co " fryzjerka" spada, bo inni " klienci " czekają ...
No i na koniec, jak już twierdzili starożytni Indianie - reklama dźwignią handlu -  od przyszłego tygodnia, dziadostwo i  niektóre moje wyroby będą dostępne na Srebrnej Agrafce, kto czuje potrzebę posiadania czegoś i cierpi przy tym na nadmiar gotówki,  to już dziś zapraszam, gdzie i jak, poinformuję w stosownym czasie :)

Dzięki za komentarze, pozdrawiam i do niedzieli :)

środa, 11 czerwca 2014

Przygotowania ...


... do sobotniej uroczystości,  wkroczyły w finiszową fazę, zatem bez zbędnego kłapania, pokazuję co wymodziłam.  Dziś będzie minimum gadania - maksimum pokazywania. Jak na prawdziwą gospodynię przystało, zrobiłam takie  :)









I teraz każde solo, jak by ktoś chciał podejrzeć :)


































I na koniec jeszcze raz wszystkie razem :)






Kto trafił tu po raz pierwszy, a chciałby sobie zrobić  takie kapturki, to mój kursik znajduje się TU i TU

Gorąco witam nowe obserwatorki, miłego oglądania życzę i wielu wrażeń :)
Zostały ostatnie dni do rozstrzygnięcia konkursu, jeśli jeszcze są chętni, to zapraszam TU , przed finałem coś dorzucę :)

Miało być mini/ max, więc dzięki, zadzieram kiece i lece  ... No i pozdrawiam oczywiście :)

Już po opublikowaniu posta - zmieniłam - bo mi się nie podobało i teraz wygląda tak ...








I teraz jestem zadowolona :) :) :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Zakochałam się :)


To nic, że tak późno, jak mówi przysłowie " Lepiej późno, niż wcale " ...  Po latach niechęci, nietolerancji, wręcz nienawiści, po latach traktowania jak " zło konieczne ", wreszcie ogarnęło mnie dotychczas obce mi uczucie ...
Wczoraj mój ślubny, po raz pierwszy w tym sezonie,  wyjechał na rybki. I jak to mówią - kota nie ma - myszy harcują - więc nie jestem wyjątkiem, z dziką namiętnością oddałam się ...  I choć co prawda nie tak dawno, zaczęłam się już rozpływać nad zaletami ... dopiero wczoraj moje serce zapłonęło gorącą miłością ... podsyciłam już Waszą ciekawość - któż jest tym obiektem mego dzikiego pożądania  - znów Was zawiodę, jak po " łóżkowych " rozczarowaniach,  bo obiektem westchnień -  nie był ktoś, a coś - po prostu - żelazko :)  Nie miałam fioletowego pojęcia, że owo urządzenie, posiada takie ukryte zalety, że ono + decu, to taki fajny mariaż, a jakie  z tego związku wyszły  dzieci  , obejrzyjcie sami, oto efekt mojego nocnego szaleństwa   :)











































Dotychczas trochę unikałam takich większych form, bo klejenie serwetek na dużych powierzchniach, to nie jest to co tygryski ...  Ale Danusia mi podpowiedziała, że to można popieścić żelazkiem,  na dwie kropeczki  i  to już jest cała tajemnica mojej miłości :)  Chustecznik bardziej mi się podoba, to chyba ze względu na wzór, bo maki to zawsze są  "och ", a pudełka zaplanowałam pastelowe, więc czego się czepiam, mam co chciałam :)


Wczoraj moje dziecię świadkowało na ślubie koleżanki, więc tradycyjnie na cito robiłam karteczkę,  wyszła mi tak

















I na koniec zdjęcie, tego co mi zostało w wykrojników od SABKI, jeszcze raz Wielkie Dzięki,  a przy okazji - karteczka prymicyjna,  zrobiła furorę !





I na koniec  niepoprawna ANSTAHE . Od dawna szukałam większego czółenka do frywolitek i tak się okazało, że Danusia ma jakieś wtyki  w tej kwestii. A czółenko - w Danusi wydaniu -  wygląda tak :)






Jeszcze była kawa, ale tak pyszna, że nie mogłam się oprzeć, zielona i fajne napisy ...
Na koniec raz jeszcze obrazek, bo cudo to jest, tak tylko Danusia potrafi czarować wstążeczkami  ( w przeciwieństwie do moich czarów aparatem ) :)





Dziękuję Ci Danuś, Twoje serce to nie kończące się pokłady miłości i dobroci. Mamy tego przykłady na co dzień. A będąc ostatnio tak zajęta, miałaś jeszcze  czas pomyśleć  o mnie :)

Przede mną bardzo pracowity tydzień. Postaram się jednak zaglądać, by blog znów nie leżał odłogiem  !
Witam nowe obserwatorki, rozgośćcie się proszę -  czym chata bogata :)

Na koniec przypominam o moim konkursie, może ktoś jeszcze chętny , szczegóły TU

I to by było na tyle. Pozdrawiam i do zaś :)

środa, 4 czerwca 2014

Z potrzeby serca :)


Nie tak dawno, Danusia Anstahe,  zwróciła się z apelem o darowanie swoich prac, na kiermasz dla chorego Mikołajka. Odzew był natychmiastowy i  niemal od pierwszego dnia, zaczął płynąć strumień, z głębi gorących serc  . Nie mogło i mnie zabraknąć. Dziś dotarła przesyłka - zdjęcie zapożyczam za zgodą Danusi, bo nie zrobiłam całości. Zauważyłam,  że mucha sobie przysiadła na zielonym, a to kolor nadziei  :)




Wierzę, że  Św Jan Paweł II czuwa i uzdrowi Mikołajka, a my tylko troszkę dopomagamy :)

Mysza jest osobistym prezentem dla chorego chłopca :)
Tradycyjnie, jako swój produkt niemal " sztandarowy ",  zrobiłam też dziadostwo, a że za każdym razem coś przy nich inaczej majstruje, to pokazuje. Tym razem dziadek dorobił się prawdziwych guziczków, a babcia ma fantazyjny kołnierzyk  :)










Dawno temu,  malowałam takie i podobne wieszaki w ilościach mega hurtowych, gdzieś tam w przepastnych zasobach mojego strychu,  leżakował sobie ostatni wieszaczek, który czekał na swoje 5 minut. Stwierdziłam że to jest ten czas - leć i nieś radość :)




A do akcji namówiłam, co ja plotę, nie musiałam namawiać, powiedziałam tylko i moja miejscowa Marysia ( o której czasem coś tam wspominam ),  od razu dorzuciła coś od siebie :)




Wszyscy trzymajmy kciuki w sobotę, za pogodę i powodzenie całego przedsięwzięcia :)

Witam nowe obserwatorki, bardzo mi miło,  że tu trafiłyście :)
Wszystkim dziękuję za przemiłe komentarze, chyba częściej muszę zaglądać do lamusa :)
Pozdrawiam i do zaś :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Mało produktywnie ...


... ostatnio u mnie, więc się wspomagam pracami z lamusa i nie po raz pierwszy stwierdzam  - kiedyś to jednak mi się chciało ...
Już nie mawiam - nie mam czasu -  bo na takie stwierdzenie,  ktoś mi odpowiedział - nie mów, że nie masz czasu, bo to dowód, że jesteś źle zorganizowana :) No więc, co by moja organizacja wróciła na właściwe tory, wspomagam się zdjęciami frywolitkowych prac, za którymi tęskno mi ... Wszystko jest na najlepszej drodze, ku powrotowi, o czym być może już w następnym poście. A teraz zapraszam na mały rekonesans w czasie przeszłym :)


































To tak tylko troszkę, co by Was nie zanudzać :)

A na koniec zapraszam, ja znów na " diecie ". Szczegółowo pisałam o niej TU . 




W zasadzie nie powinnam jeść takich cudów, ale co mi tam, mój lekarz na bank nie zagląda na mojego bloga, a ja osobiście nie  znam nikogo, kto by mu o tym skablował    :) :) :)

I to by było na tyle. Aha. Nikt już nie zgłasza się do konkursu, może zakończyć wcześniej ? Prawidłowa odpowiedź padła już kilkakrotnie, więc i tak będę losować :)
Jeśli jednak, ktoś byłby chętny, to zapraszam TU :)
Pozdrawiam i do zaś :)