Moje prace

Moje prace

czwartek, 6 lutego 2014

Zając w winie :)


Zbliżają się jajeczno -  zajączkowo - barankowe święta, zatem proponuję - ku zaskoczeniu gości - przygotować zająca w winie.

Do sporządzenia potrzebny nam będzie niezbyt dorodny zając, dość sporych rozmiarów kielich, lub naczynie w tym kształcie, niezbyt sprecyzowana ilość wina  i zaczynamy. Wnętrze i brzegi kielicha ozdabiamy, napełniamy go winem, zająca bierzemy za uszy i zanurzamy , zostawiając łepek na wierzchu, co by się bidocek nie utopił,
dla pewności trzeba wrzucić mu koło ratunkowe,  w postaci jakiś bliżej nieokreślonych chaszczy i już nasza wielkanocna niespodzianka gotowa. Całość powinna wyglądać mniej więcej tak  :)


























No dobra,  krakowskim targiem - wino zamiast wlać pod zajączka,  możemy sobie wypić, on i tak już dostał zdrowych rumieńców. Inna - bardziej swojska nazwa tego dzieła, to " Pijany zając "  :)

Dziękuję za komentarze pod poprzednim zajączkiem, mam nadzieję, że kolejny również zostanie przyjęty nie mniej pozytywnie. Techniczna podpowiedź - nie wiem jak inni, ale ja wszywam w uszy drucik - taki florystyczny o średnicy ... nie wiem, chciałam wspomóc się z opakowania, ale  pisze tylko 0,5 kg ... w każdym razie taki, jakim związują   kokardki w kwiaciarniach :)

Ps. Dopisane po opublikowaniu posta - przepraszam Was -  jak ktoś jest ślepy, to pierdoły odczytuje, a co niedowidzi, to zmyśli ...  drut 0,5 - grubość, a waga 1 kg :)

Pozdrawiam i do miłego :) 

środa, 5 lutego 2014

Zajec ...


Pomysł na tego posta, zmieniał się u mnie, jak obrazki w kalejdoskopie. No ileż można nic nie pokazywać ? Obserwatorów przybywa, z czego jestem niesamowicie dumna i szczęśliwa , witam Wszystkich gorąco :)
 No nie da się, po prostu nie wolno się lenić. I w ten sposób,  powstał mój tildowy zajączek, oczywiście troszkę po mojemu  :)





Na początek, zaczął się bawić w chowanego ...





ale jak z okazji wizyty na stole,  namierzył wielki talerz pyszności, to aż mu uszy stanęły dęba ...





i oczka się zaświeciły :)






Jak już spałaszował co nieco, postanowił odpocząć ...






po czym dumny z siebie, zaczął prezentować z detalami , jaki to on piękny jest ...






jakie ma śliczne nóżki ...





cały pyszczek ...





fantastyczne guziczki u spodenek ...






tak go duma rozpiera, że aż się przymierzył, jak to będzie się prezentował wraz z wielkanocną pisanką :)






Na koniec, już poza kadrem, zajączek wzbogacił się o śliczne rumieńce, ale o tym to już innym razem, bo w kwestii zajączków, raczej nie powiedziałam ostatniego słowa, wypada zrealizować wszystkie  obrazy z kalejdoskopu  :)
Drobna informacja - jajeczko, jest dziełem mojej talencikowej koleżanki Ulci, wszem i wobec  znanej jako Mycha :)

I na koniec niespodzianka, jaka mnie spotkała dwa dni temu, listonosz przytargał mi paczuszkę,  choć wyraźnie zaznaczyłam Czarnej Damie, że to co dostała, to było prezentem, uparła się i tadam ...




Dzięki Ci słońce, za wszystko,  co zrobiłaś specjalnie dla mnie i ze szczerego serducha :)

Dziękuje za liczne komentarze pod postem Mebelki i za zapisy na moje CANDY, a kto jeszcze tego nie zrobił, to czasu zostało całkiem sporo :)

Pozdrawiam i do zaś :)



czwartek, 30 stycznia 2014

Mebelki :)


Ruda sprawiła sobie komplet wypoczynkowy. Z radością siadała co chwilę na innym fotelu ...













albo wylegiwała się na kanapie ....




Jadnak się w końcu znudziła, wiec postanowiła zaprosić grono przyjaciół, by pochwalić się nowym nabytkiem. Ale jak wpadła cała ta szarańcza, to zaczęli skakać, jak to dzieci  :)








Gospodyni aż z wrażenia spadła z fotela !




Szybciutko pobiegła do kuchni po smaczne bananowe chipsy i dała im do miseczek.




Chipcio grzecznie podziękował, mówiąc, że jest na diecie, zatem usiedli na osobnym fotelu, by chwilę w spokoju porozmawiać :)





A tak poważnie, przed chwilą je uszyłam, są to mebelki zabawowe dla dzieci,  miękkie, wykonane z samej gąbki, leciutkie, nawet mały szkrab,  jest je w stanie przesunąć. Materiał na siedzeniach wydaje się troszkę za luźny, jest ok, tylko nie jest jeszcze przyklejone, to trzeba zrobić specjalnym klejem, a w domu go nie mam :)

Dziękuję za przemiłe komentarze pod poprzednim postem. Serdecznie witam nowe obserwatorki. Kto nie zorientował się, że  pod postem " Stało się " kryje się moje Candy , to skromnie przypominam :)
Pozdrawiam i do następnego :)

wtorek, 28 stycznia 2014

Na różne tematy


Zanim oddelegowuję się do obowiązków, to tak na biegu ...

Chyba ostatnia już  kartka, robiona na 18, dla koleżanek  mojej córki, wszystkie  się niestety postarzały :)













Dawno nie było raportu klockowego, nie myślcie więc, że sobie odpuściłam. Klocki są co prawda, jak piąty filar mojego hobby, żeby nie powiedzieć piąte koło u wozu, jednak każdy kierowca wie, że bez zapasówki się nie jeździ. W tak zwanym międzyczasie,  uszyłam sobie wałek i teraz mam już swój osobisty, podstawkę zrobili mi w zaprzyjaźnionym zakładzie,  w systemie " coś za coś " :)







A teraz dokończona poprzednia praca. To bardzo dobre ćwiczenie, łączenie kolorów, przerwy, uskoki i takie tam, zresztą sami zobaczcie .







A ten opis,  o mało co by nie brzmiał " siekankę zrobiłam, ale ją spaliłam " ... Tylko moja zimna krew i opanowanie, po Tatusiu strażaku, pozwoliło uratować to ćwiczenie - splot " siekanka " :)







A tu chciałam pokazać moje dotychczasowe klockowe wypociny, ale  tak starannie schowałam, co by nie posiać, że teraz diabeł ogonem nakrył. Jak to się ślicznie mówi -  " ten typ tak ma " , kiedyś SIE znajdzie, więc póki co, prezentuję 3 z 4 wykonanych paseczków, które mogą robić za zakładki  :)







Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia - uczyć się, czy nie -  to powiem krótko - nie święci garnki lepią, jestem tego najlepszym przykładem :)

A teraz kilka zimowych ujęć z podwórka, w tym widoczek z balkonu na ośnieżone krzaczyska i pieski na wybiegu.



















Mała zadziora zaczepia dużego, ale on jest nieczuły, wzdycha za płot do sąsiada :)








I jeszcze portret,  prawie do paszportu :)







A na koniec, jako ciekawostkę pokazuję chałupę, jaką wynajmowaliśmy 25 lat temu,  nadgryziona zębem czasu, stoi pusta, od dawna nikt tam nie mieszka ...





... myszy zapierniczały czasem w nocy, jak małe autobusy, zimą wiatr hulał pomiędzy oknami, po wodę się szło do studni, sławojka na polu ... ale jak nieraz  wspominam,  to fajnie było, rodzinka chętnie  do nas przyjeżdżała w odwiedziny, bo wygody, to mieli w domu, a tutaj była prawdziwa wieś  :)  I na tym zakończę wycieczkę.

Teraz kilka spraw organizacyjnych .
Jak może ktoś zauważył, zmieniłam termin zapisywania się na Candy,  z północy 21 lutego, na południe, a to w związku z planowanym maga komisyjnym losowaniem. A druga sprawa - osoby, które wstawiły sam komentarz, że bardzo im się podoba owieczkowa rodzinka, proszę o uściślenie - czy chcą być brane pod uwagę w losowaniu, czy nie. Nie piszę swoich komentarzy pod postem z Candy, żeby nie robić sobie niepotrzebnego zamieszania, w spisywaniu zgłoszeń, proszę o wyrozumiałość :)

Witam  nowe obserwatorki :)
Wszystkim dziękuję za tak  liczne,  przemiłe komentarze i zapraszam ponownie :)
Pozdrawiam i do zaś :)